Policjanci zatrzymali trzech pracowników firm, które budują na Podkarpaciu autostradę A4. Wśród nich są kierowcy betoniarek. Grozi im do 5 lat więzienia.
Budowlańcy wysokogatunkowy beton kradli w Ropczycach na ponad 30-kilometrowym odcinku Dębica - Rzeszów, którego głównym wykonawcą jest warszawska spółka Budimex. Inwestycja pochłonie ponad 1,7 mld zł. Rzecznik firmy Krzysztof Kozioł od "Gazety" dowiedział się o zatrzymaniu pracowników. - Kradzież betonu nie dotyka jakości autostrady. Na budowę przywożono go dokładnie tyle, ile zakontraktowaliśmy. Betonu nie brakowało. Kontrole jakości potwierdzały jego prawidłową recepturę - mówił nam w poniedziałek po południu Krzysztof Kozioł.
- Po doniesieniach mediów o zatrzymaniu pracowników, do producenta betonu wysłaliśmy pismo z prośbą wyjaśnienie sprawy. Zrywanie z nim teraz współpracy w sytuacji, gdy to nie my jesteśmy poszkodowani, byłoby przedwczesne - dodawał rzecznik Budimexu.
Producentem betonu jest duża firma Bosta Beton z Warszawy, która na czas budowy autostrady uruchomiła w Ropczycach wytwórnię. - To nasza firma była okradana przez pracowników, nie wykonawca. My powiadomiliśmy policję o kradzieży betonu. Od pracowników będziemy dochodzić roszczeń na drodze sądowej. Ile betonu nam ukradziono? Jakie są straty? To będziemy wiedzieli po zakończeniu dochodzenia - mówi Bernard Florek, szef podkarpackiego oddziału Bosta Beton.
W tej firmie pracował 23-letni mężczyzna z Łazów (woj. łódzkie). Był operatorem wytwórni betonu. Został zatrzymany w czwartek rano z dwoma kierowcami "gruszek" - mieszkańcami województwa śląskiego w wieku 40 i 37 lat. Oni pracowali w firmie spedycyjnej, której ciężarówki woziły beton na plac budowy autostrady. Wszyscy trzej już zostali zwolnieni z pracy.
- Zatrzymano ich w trakcie kolejnej transakcji sprzedaży kradzionego betonu - twierdzi Zygmunt Zięba, wiceszef Prokuratury Rejonowej w Ropczycach.
W tym tygodniu złodzieje mieli dostarczyć beton do następnych chętnych.
- Nie wykluczone, że będą zatrzymania kolejnych kierowców, a także paserów, którzy kupowali beton. To może być kilkanaście osób. Szacujemy, że złodzieje mogli ukraść nawet 100 kubików betonu - dodaje Zięba.
Cena jednego kubika normalnie kosztuje w granicach 270-300 zł. Pracownicy sprzedawali metr sześcienny betonu na lewo za 120-140 zł. Precyzyjne ustalenie, ile ukradli betonu będzie bardzo trudne, bo fałszowano dokumentację, ile materiału wyprodukowano, a ile przewieziono go na budowę A4.
- Kierowcy "gruszek" nie opróżniali ich w całości. Znaczna część ładunku, nawet połowa, trafiała do chętnych. Amatorów taniego, dobrej jakości betonu nie brakowało - relacjonuje Paweł Międlar, rzecznik podkarpackiej policji.
Beton kupowali właściciele okolicznych prywatnych posesji. Budowlańcy - jak twierdzi policja - prowadzili aktywną akwizycję. Oferowali sprzedaż i dowóz betonu, podawali także swoje numery telefonów. - Handlowali betonem także wtedy, gdy ktoś się zatrzymał przy placu budowy i zapytał, czy nie można kupić betonu po atrakcyjnej cenie - mówi prokurator Zięba.
- Mamy specjalny system zabezpieczeń, ale na nieuczciwego pracownika nie ma siły - ubolewa dyrektor Florek.
Wewnętrzną kontrolę wszczęła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Rzeszowie (inwestor autostrady). Twierdzi, że profilaktycznie, bo ich zdaniem przyszli użytkownicy A4 nie muszą martwić, że przyjdzie im jeździć po sfuszerowanej autostradzie.
- My nie płacimy za ilość przywiezionego materiału, ale za metr sześcienny już gotowego wyrobu. Nie ma więc mowy o zastosowaniu mniejszej ilości betonu, niż przewiduje technologia. Płacimy bowiem za beton wbudowany i przebadany - zapewnia Joanna Rarus z rzeszowskiego oddziału GDDKiA. - Jedynym, który poniesie ewentualne koszty w związku z procederem kradzieży betonu, jest wykonawca danego odcinka. Dlatego w jego interesie będzie wyjaśnienie tej sprawy i uszczelnienie systemu transportu materiałów.
Policjanci nie wykluczają, że pracownicy, którzy kradli beton, mogli mieć "zielone światło" od osób nadzorujących budowę autostradę. - Na placach budów są przecież specjaliści, którzy potrafią fachowym okiem stwierdzić, ile "gruszka" przywiozła betonu, a ile go wylała - słyszymy od jednego funkcjonariuszy.