Podczas sobotnich pokazów dokonujący akrobacji myśliwiec Su-27 eksplodował w tłumie widzów - 83 osoby (w tym 23 dzieci) zginęły, blisko 200 jest rannych. Poniedziałek był dniem pierwszych pogrzebów we Lwowie, Stryju i okolicach. Na liście ofiar wielokrotnie powtarzają się te same nazwiska. Często w trumnach spoczywają całe rodziny. W lwowskiej rodzinie Mychajłowów zginęli wszyscy: 31-letni Andriej, jego młodsza o rok żona Natalia oraz dwie córki: ośmioletnia Natalia i czteroletnia Andryana. w podlwowskiej Semenowce zginęło czworo Onyszczaków: dwaj bracia oraz żona i roczna córka jednego z nich.

Wczoraj pochowano 50 osób, dziś mają się odbyć pozostałe pogrzeby. Za wszystkie płaci państwo.

Zidentyfikowano już większość ofiar, w kilku przypadkach trzeba będzie pobrać próbki kodu DNA. Kilkanaście osób spośród rannych znajduje się w ciężkim stanie. - Mamy chłopaka, którego przywieziono z poważnymi obrażeniami czaszki - mówi mi Stanisław Krawczuk, ordynator lwowskiego szpitala kolejowego. - Leży nieprzytomny po operacji. Czekamy, co będzie z nim dalej.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej