Był potężny, postury misiowatej, temperamentu flegmatycznego. Roztaczał wokół siebie aurę spokoju i bezpieczeństwa, co w czasach ostrego konspirowania w stanie wojennym miało znaczenie.

Współpracę z "Solidarnością" rozpoczął w czasach tzw. karnawału, czyli legalnej działalności Związku: jako student filozofii na ATK zgłosił się do współpracy z "X-em", informatorem kulturalnym Związku. Gdy wybuchł stan wojenny, w jego mieszkaniu na Mokotowie krzyżowały się konspiracyjne nitki. Powstał magazyn nielegalnych pism i książek, a jeszcze od czasu do czasu ktoś się ukrywał.

Od początku wspomagał "Tygodnik Mazowsze", podziemne pismo "S", przyjmując do siebie redakcję, pośrednicząc w kontaktach i przewożąc bibułę małym fiatem, w którym sam się ledwo mieścił. Wkrótce wszedł do redakcji, gdzie pełnił dwie funkcje: redaktora - pod jego opieką były teksty dotyczące kultury i Kościoła - oraz skarbnika. To między innymi dzięki jego skrupulatności można było usłyszeć z ust powściągliwego, jeśli chodzi o pochwały, redaktora paryskiej "Kultury" Jerzego Giedroycia, że "TM" to świetne pismo i że na czas rozlicza się z pieniędzy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej