Mówiłem dziewczynom: nie ratujemy ojczyzny ani nawet polskiej koszykówki. Gramy dla siebie. I to przyniosło efekt - twierdzi Tomasz Herkt, trener polskich koszykarek, mistrzyń Europy.

W planach był "tylko" awans do półfinału, dający prawo gry na igrzyskach olimpijskich. Wyszło mistrzostwo Europy. Nikt się tego nie spodziewał, nawet trener. Herkt wywalczył sukces, o jaki walczyli przed nim słynniejsi (jak dotąd) polscy trenerzy kobiecych zespołów - m.in. Zygmunt Olesiewicz, Ludwik Miętta i Tadeusz Huciński.

Adam Romański: Czy tak naprawdę wierzył Pan w aż tak wielki sukces?

Tomasz Herkt: Przez trzy lata pracowaliśmy z jedną myślą - żeby awansować do igrzysk olimpijskich. Taką poprzeczkę sobie postawiliśmy. Nie będę dorabiał ideologii do zaistniałej sytuacji - to był nasz cel maksymalny. Kiedy już po wygranym...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej