Dyktator, demokrata

Treningi mi się śnią. Rano wszystko pamiętam i zapisuję - mówi Franciszek Smuda

Na wywiadach mu nie zależy. Dzwoniliśmy do niego dziesięć razy, żeby się umówić. - Powiedzcie, ile dostaniecie za ten materiał. Zapłacę wam więcej i wszyscy będziemy mieli spokój - mówił zniechęcony.

Wreszcie dał za wygraną. Z Franciszkiem Smudą spotkaliśmy się w jego domu w Lubomii pod Raciborzem, niedaleko czeskiej granicy.

Wapno zamiast cukru

Urodził się tam w czerwcu 1948 roku.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej