Tekst z Archiwum Gazety Wyborczej: MAGAZYN nr 7 dodatek do MAGAZYN, dodatek do Gazety Wyborczej nr 42, wydanie z dnia 19/02/1999 , str. 24

Na początku wierni trochę się krzywili, bo do czego to podobne: na środku świątyni basen, okna jak w kajucie, czerwone łuki jak w restauracji, albo dyskotece. I co to za cerkiew bez bani na dachu? Nie tak wyglądały świątynie w Bieszczadach. Takie jakieś smutne, puste to wnętrze. A ksiądz proboszcz nawet kwiatami nie pozwala przystroić. Na odpust nie chciał transparentu zawiesić na świątyni. A napis miał być piękny: "Błogosławieni, którzy cierpią", na pamiątkę cierpienia ich wszystkich, czyli ukraińskich wysiedleńców.

W końcu białoborzanie się przyzwyczaili. Najważniejsze, że mają wreszcie cerkiew. Bo przez pół wieku, wstyd powiedzieć, modlili się w kaplicy na poniemieckim cmentarzu. No i teraz Biały Bór, niewielkie miasteczko pod Szczecinkiem, słynie już nie tylko ze stadniny, ale również z cerkwi Narodzenia Przenajświętszej Bogarodzicy. Niemcy przyjeżdżają i podziwiają, nawet ksiądz z rzymskokatolickiej parafii był i chwalił.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej