Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
W styczniu wszystkim klasom drugim w III LO zaprezentowano w czasie zajęć lekcyjnych film Mariusza Pilisa, który ukazuje katastrofę smoleńską w kontekście odwiecznego rosyjskiego imperializmu. A jako argumenty za tezą o rosyjskim zamachu na polskiego prezydenta przedstawia m.in. zdjęcia z białoruskiej prasy, jak to Rosjanie wymieniają żarówki w lampach pasa startowego, albo fragmenty krążących po sieci filmików, w tym o tytule "TMC-65" prezentującego, jak można wyprodukować mgłę. Pokazy filmu firmował Klub Gazety Polskiej w Opolu, którego banery stanęły w szkole.
- Przed puszczeniem tego filmu wicedyrektor Marek Białokur powiedział jedynie "Sami wyróbcie sobie opinię na temat tego, co się stało" - relacjonują nam uczniowie III LO. Proszą o anonimowość. - Nie opłaca się ujawniać nazwisk - dodają.
Film im się nie podobał. - Jakieś półprawdy, niedopowiedzenia. Poza tym był najzwyczajniej w świecie nudny i niektórzy wyszli. Inni oglądali z przymrużeniem oka. Mnie tylko zniesmaczył - podkreśla jeden z uczniów.
Po filmie można było zadawać pytania reżyserowi. Więc niektórzy zapytali m.in. o to, co Polska może zrobić, skoro Rosja jest silniejsza, albo czy autor filmu nie obawia się zemsty Rosjan. - Zabrakło jednak zupełnie komentarza na temat nieścisłości czy manipulacji w filmie. W ogóle nie było dyskusji o tym, czy ten "dokument" przystaje do rzeczywistości. Albo chociaż wyjaśnienia tego, czy naprawdę można na życzenie wyprodukować mgłę, która przysłoniłaby widoczność dla takiej maszyny, jaką był Tupolew - mówią nam uczniowie.
W domach opowiedzieli o filmie rodzicom. A ci zadzwonili do "Gazety". Również chcą pozostać anonimowi. III LO to renomowane liceum, trudno się tam dostać, nie chcą więc zadzierać z dyrekcją. - To chyba przesada, by naszym dzieciom prezentować tylko jedną i to bardzo radykalną myśl polityczną? Tym bardziej że to nie pierwsze tego typu zdarzenie - mówi jeden z rodziców.
Wicedyrektor Białokur mówi, że choć prywatnie nie zgadza się z treścią filmu, to uważał, że skoro obejrzało go ponad pół miliona osób, to warto go również pokazać uczniom. Podkreśla, że projekcja została poprzedzona jego kilkuminutowym wstępem, w którym wyraźnie zaznaczył, że na temat katastrofy smoleńskiej toczy się dyskusja a "List z Polski" to tylko jedno z proponowanych wyjaśnień. - A po filmie odbyła się dyskusja. Na sali obecny był reżyser, uczniowie mogli zadawać mu pytania - dodał.
Rodzice zauważają jednak, że uczniom puszczano już też film o agencie "Bolku", na spotkanie do szkoły zaproszono również Sławomira Cenckiewicza, współautora książki, w której Lechowi Wałęsie zarzucono współpracę z bezpieką.
- To mają być lekcje historii? Prezentujące tylko jeden pogląd polityczny? To czysta manipulacja i próba indoktrynacji - denerwują się rodzice, z którymi rozmawialiśmy.
Co na to dyrektorka liceum? - Jeśli ktokolwiek z rodziców ma jakieś uwagi co do funkcjonowania naszej szkoły, to serdecznie zapraszam na rozmowę, osobiście, a nie poprzez media - powiedziała Joanna Raźniewska, dyrektorka III LO.
Dodała, że jej zdaniem młodzi ludzie w wieku 17 i 18 lat mają już wyrobione poglądy i zmysł krytycznego myślenia. - Dlatego takich spotkań nie można uznać za indoktrynację, a raczej za możliwość zapoznania się z poglądami innych osób. Wydaje mi się, że
szkoła ma uczyć myślenia i budowania własnych opinii, a takie można tworzyć w sytuacjach, gdy ma się styczność z różnymi spojrzeniami na daną sprawę - przekonuje Raźniewska i zapewnia, że szkoła stara się zapewniać młodym ludziom spotkania z bardzo różnymi ludźmi, nie tylko ze świata polityki, ale także innych dziedzin, m.in. historii, literatury i nauk przyrodniczych.
Jak ustaliliśmy, za jej dyrektorowania z tych ze świata polityki poza Pilisem i Cenckiewiczem zaproszono jeszcze: Janusza Korwin-Mikkego, Aleksandra Szczygło (z PiS, szefa BBN w kancelarii Lecha Kaczyńskiego), Konrada Szymańskiego (eurodeputowanego PiS), Stanisława Jałowieckiego (eurodeputowanego PO) i Karola Modzelewskiego (współtwórcę "S", później Unii Pracy).
Więcej w piątek w "Gazecie"