"Fryderyk Chopin w oczach Rosjan", wyb. i przeł. Grzegorz Wiśniewski. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, PIW, Warszawa



Ba, jego buntownicze akordy zabrzmiały na salonach i w salach koncertowych tuż po zdławieniu powstania listopadowego. Puszkin karcił "dufnych Lachów", Mickiewicza nazywał wrogiem i czekał, że się "słowiańskie rzeki w rosyjskie wleją morze". Arcypolskiej muzyki Chopina nie spotkał cień bojkotu.

"Jeśli Chopin zdecyduje się kiedyś pisać w sposób bardziej życzliwy dla ludzi, jeśli będzie choć trochę oszczędzać fizyczne możliwości fortepianisty, to naturalnie zajmie honorowe miejsce pośród najbardziej znanych kompozytorów" - wyrokował recenzent pierwszej publicznej prezentacji utworów w Petersburgu 11 kwietnia 1834 r. Nieludzkie rzekomo trudności stwarzał odtwórcom m.in. Koncert e-moll.

Ciekawe, jak wypowiedź sprzed 176 lat skomentowałaby Julianna Awdiejewa, której interpretacja tego właśnie koncertu zapewniła zwycięstwo w finale ostatniego Konkursu Chopinowskiego. Dwujęzyczną antologię "Fryderyk Chopin w oczach Rosjan" zesłano do druku przed konkursem, ale i bez Awdiejewej 400-stronicowy tom łyknęłam gładko i nie bez patriotycznego uniesienia. Zadziwiające, czym np. kierował się wydawca Fiodor Stiełłowski, kiedy w 1861 r. anonsował w gazecie druk dzieł wszystkich Chopina, dając im podtytuł: "Edycję tę poświęca się Polakom". Na pewno nie chęcią zysku: w Polsce nabrzmiewał kolejny zryw powstańczy, w Rosji - kolejna antypolska nagonka.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej