W tym roku galeria miała gościć m.in. sztukę pionierki nowych mediów Izabeli Gustowskiej i pokaz Grzegorza Sztwiertni, jednego z najlepszych polskich artystów średniego pokolenia. Miało się też odbyć III Biennale Sektor Sztuki. Dwa lata temu przyleciał na nie Czech David Cerny, którego kontrowersyjnych instalacji szukają tłumy turystów odwiedzających Pragę. Dzięki tego typu wydarzeniom istniejąca od 12 lat galeria stworzona przez katowickiego artystę Leszka Lewandowskiego wyrobiła sobie ogólnopolską markę.
Jednak w grudniu zeszłego roku Lewandowski dowiedział się, że zaproponowane przez niego już w czerwcu wydarzenia nie mają co liczyć na realizację. Dyrektor Kosowska zleciła mu za to przygotowanie w Sektorze I wystawy "Cztery pory Gierka" z warszawskiego Domu Spotkań z Historią (marzec-maj), ekspozycji z okazji 75-lecia Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach (maj-czerwiec) oraz wystawy poświęconej historii Górnośląskiego Centrum Kultury, Estrady Śląskiej i powstałego z ich połączenia CKK (lipiec-sierpień). Sztuka może się pojawić, ale potem i jeśli znajdą się na to pieniądze. Dla kuratora Sektora I oznacza to zaprzepaszczenie dorobku galerii. - W ten sposób przestajemy być miejscem autorskim - skarży się.
Oficjalny powód odrzucenia programu to trudna sytuacja finansowa CKK. Edyta Sytniewska, naczelniczka Wydziału Kultury UM w Katowicach, zaprzecza, żeby budżet podległej jej instytucji był drastycznie mniejszy. - Plan finansowy dla CKK był konstruowany na poziomie planu stycznia 2010 roku, gdy istniały Estrada Śląska i GCK - mówi. Poza tym pieniądze na wydarzenia w Sektorze I zdobywała też fundacja Sektor. Powołał ją w 2007 roku dyrektor GCK, a prowadziła Monika Lewandowska, żona kuratora galerii. Przez trzy lata pozyskała z różnych źródeł ok. 200 tys. zł, podczas gdy roczny budżet galerii to ok. 50 tys. zł. Ale od grudnia fundacja nie może działać - dyrektorka CKK wymówiła jej lokal.
W rozmowie z "Gazetą" Kosowska podaje też inny powód zmian w programie Sektora I. - Galerie działające w CKK nie mają zadowalającej frekwencji. Chcemy, by oprócz sztuki współczesnej było tam więcej tzw. wystaw dla ludzi - mówi i pokazuje jeden z eksponatów, który ma obrazować historię GCK. To butelka po wódce wmurowana w ścianę przez robotników budujących "Pałac Grudniowy". Znaleziono ją podczas niedawnego remontu.
Tych argumentów nie rozumie Stanisław Ruksza, dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej "Kronika" w Bytomiu i członek rady programowej ESK. - Książki noblisty Johna Coetzee sprzedają się gorzej niż Katarzyny Grocholi. Ale czy to oznacza, że Grochola jest lepszą pisarką? - pyta retorycznie.
- Utrata miejsc kultury, zwłaszcza z taką tożsamością, będzie niepowetowaną stratą. Pamiętajmy też, że takie miejsca jak Sektor I mają ogromne poparcie także poza Śląskiem. Jeżeli chcemy dobrego wizerunku regionu, to dbajmy o niego na miejscu - dodaje.
Rzeczywiście Sektor I broniony jest też poza Katowicami. - To miejsce rozpoznawalne i cenione w Polsce. Jego wielką zaletą jest przybliżanie śląskiej publiczności tego, co dzieje się w innych ważnych ośrodkach artystycznych. Wprawdzie w Katowicach są inne miejsca pokazujące sztukę współczesną, ale jak na tak duże miasto jest ich śmiesznie mało - mówi Jarosław Suchan, dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi.
Sposób działania dyrektor Kosowskiej, która w zeszłym roku objęła dyrekcję CKK, od początku budził sprzeciw wielu pracowników merytorycznych. W nieoficjalnych rozmowach wyrażali wątpliwości co do jej kompetencji w prowadzeniu tak dużej instytucji (w Krakowie współtworzyła kinoteatr Uciecha i prowadziła agencję artystyczno-reklamową) i zarzucali brak chęci współpracy. Kiedy we wrześniu 2010 roku podczas demontażu na jej polecenie praca Leona Tarasewicza została zniszczona, to właśnie Lewandowscy nagłośnili sprawę.
Władze Katowic dają jednak Kosowskiej wolną rękę. - Ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej sytuuje instytucje kultury wśród jednostek mających osobowość prawną i są to w rezultacie samodzielne instytucje - przekonuje naczelnik Sytniewska.
Komentarz Łukasza Kałębasiaka
Jakby NOSPR grał Feela
Wiem, że argument "w mieście starającym się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 nie powinno się..." jest ostatnio mocno nadużywany. Ale w tym przypadku trzeba go użyć. Dlatego napiszę, że w mieście starającym się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 galeria sztuki o ustalonej renomie nie powinna gościć wystawy o epoce Edwarda Gierka ani tym bardziej o historii Estrady Śląskiej. Tak samo jak Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia nie gra przebojów zespołu Feel, a Muzeum Śląskie nie pokazuje malarstwa spod znaku krakowskiej Bramy Floriańskiej. Nie robią tak, bo to wstyd. Ale dyrekcja Centrum Kultury Katowice najwyraźniej wstydu nie ma, a miastu to nie przeszkadza. I to jest zawstydzające.