Śledztwo wszczęto po zdobyciu informacji, że jedna z firm zaangażowanych do budowy węzła pozyskiwała z elektrowni i elektrociepłowni pyły powstałe w wyniku spalania paliw stałych. Skażone odpady miały być mieszane z piaskiem, a następnie używane jako jedna z warstw konstrukcji autostrad przecinających węzeł w Sośnicy. Dokumentacja robót miała być fałszowana.
- Zabezpieczyliśmy w tej sprawie wiele dokumentów, obecnie przesłuchujemy świadków. W grę wchodzi nawet tysiąc osób - mówi podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik prasowy komendy wojewódzkiej w Katowicach. Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Policjanci uzgadniają teraz z prokuraturą miejsca, z których powołani biegli pobiorą do ekspertyzy próbki. Będą oni musieli odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie do budowy użyto odpadów, czy stanowią zagrożenie dla środowiska oraz czy wybudowany z ich wykorzystaniem węzeł wytrzyma potężny ruch samochodowy.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapewniała wczoraj, że wszystkie materiały wykorzystane do budowy węzła były zgodne z niezbędnymi normami technicznymi. Podkreśliła też, że "zgodnie z informacją potwierdzoną przez nadzór żadna z warstw budowanej autostrady nie była wykonana z pyłów". Sośnica to największy węzeł autostradowy w kraju, gdzie przecinają się A1 oraz A4, a także ruchliwa droga krajowa nr 44. Jego przebudowa rozpoczęła się w połowie 2008 r., ciągle trwają na nim prace wykończeniowe. Według "Dziennika Gazety Prawnej", który wczoraj ujawnił sprawę, opóźnienia związane są z policyjnym śledztwem. Komenda temu jednak zaprzecza. - Na miejscu nie wykonaliśmy żadnych czynności, więc opóźnienia nie mają nic wspólnego z naszymi działaniami - podkreślił podinspektor Gąska.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice