http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Krzyż zabił bezdomnego pod katedrą

Marcin Górka
2010-08-17, ostatnia aktualizacja 2010-08-17 17:07

Bezdomny zginął uderzony ramieniem krzyża, który stał przy szczecińskiej katedrze. Sprawą zajmują się prokuratura i policja

Szczecin. Przed południem doszło do wypadku przy katedrze świętego Jakuba. Poprzeczna belka demontowanego krzyża spadła na bezdomnego mężczyznę pomagającego w pracach. Mężczyzna zmarł
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Szczecin. Przed południem doszło do wypadku przy katedrze świętego Jakuba...
Do wypadku doszło tuż przed godz. 11. podczas demontażu krzyża. Na głowę bezdomnego spadło ramię krzyża misyjnego, który stał przy katedrze od 1954 roku.. - Trzeba go było rozebrać, bo przez tyle czasu został mocno nadwyrężony przez pogodę - mówi wikary parafii katedralnej ks. Maciej Pliszka. - Jesienią w naszej parafii odbędą się misje święte i wtedy na tym samym miejscu stanie nowy krzyż.

Kilkumetrowej wysokości, drewniany krzyż był już zmurszały. Żeby go rozebrać, parafia poprosiła o to, dwóch - jak to określają policjanci, - "wolontariuszy", osoby, które tradycyjnie pomagają przy pracach kościelnych.

Z zeznań wolontariuszy, które zebrała policja, wynika, że bezdomny pojawił się pod krzyżem przypadkowo. - Stanął przy krzyżu i wtedy oberwało się ramię, które przygniotło tego człowieka. Zginął na miejscu - mówi Przemysław Kimon z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.

Dlaczego nikt nie pomyślał o ograniczeniu dostępu do miejsca, w którym stał krzyż? - Przypięliśmy liny, chcieliśmy go ruszyć i wtedy to się stało. Więcej nie mam nic do powiedzenia - mówi nam jeden z pracowników.

Okazuje się, że "wolontariusze" nie byli oficjalnie zatrudnieni. Ksiądz poprosił ich po prostu o rozebranie krzyża. Oparli o niego drabinę, na wysokości połowy krzyża przywiązali dwie liny, pociągając za nie zamierzali położyć krzyż na ziemi.

Mężczyzna, który zginął, też nie pracował dla parafii. - Pan Waldemar przychodził tu, żeby dostać coś do jedzenia - mówi ks. Maciej Pliszka. - Jak coś pomógł, na przykład skosił trawniki, dostawał za to talerz zupy Bywało, że przychodził codziennie, ale czasami nie pokazywał się całymi tygodniami. Dobry, uczynny człowiek, pobożny, skromny, cichy. Wielka szkoda. Odprawiliśmy już za niego mszę.

54-letni mężczyzna był bezdomny. Nocował w schronisku prowadzonym przez zakonnice, Misjonarki Miłości, czyli "kalkucianki" przy Bulwarze Gdańskim. Nigdzie nie był zatrudniony, ani zameldowany.

Okoliczności wypadku wyjaśniają prokuratura i policja. Na miejscu wypadku był też inspektor z Państwowej Inspekcji Pracy. - Ale nie będziemy prowadzili w tej sprawie żadnego postępowania, bo między tymi, którzy pracowali przy krzyżu, a parafią nie było żadnego stosunku pracy, jedynie jakaś ustna umowa - mówi Grażyna Pawlata-Ich z Państwowej Inspekcji Pracy w Szczecinie.

Ale to prokuratura ma wyjaśnić, czy nie doszło do zaniedbań podczas demontażu krzyża. - Trzeba sprawdzić, czy wszystko zostało wykonane zgodnie z przepisami - mówi asp. Przemysław Kimon.

Policjanci ogrodzili taśmami miejsce zdarzenia, bo przechylony słup krzyża zagrażał bezpieczeństwu przechodniów. Wezwali straż pożarną, która pocięła i zabrała resztki krzyża.

Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin
  • 119 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':