- To się zaczęło koło 4. Panowie przyszli i zaproponowali, żebyśmy przeszli sami do boksu jak dla stada krów. I zaczęło się, że wszyscy po kolei zostali przetransportowani do drugiego boksu - opowiada reporterowi TOK FM jeden z samozwańczych obrońców krzyża.
Dziś nad ranem
policja na prośbę Biura Ochrony Rządu
przesunęła ludzi stojących pod krzyżem. . Jutro mają się odbyć uroczystości z okazji święta Wojska Polskiego. Trzeba sprawdzić teren.
"Postawimy nawet 10 krzyży" Operacja przebiegła spokojnie. Część ludzi przeszła w wyznaczone miejsce sama, niektórzy rozeszli się do domów. Ci, którzy zostali w wyznaczonym przez policję miejscu powtarzają, że ich usunięcie to hańba. - Będziemy przy tym krzyżu, jak trzeba będzie to postawimy jeszcze dziesięć. Bez względu na opór przedstawicieli władz - mówił jeden ze wzburzonych mężczyzn.
- Mądrzy ludzie mówią, że nie są w stanie kopać się z końmi. W stosunku do krzyża i garstki ludzi użyto nieadekwatnych sił. Zastosowano presję i represje. W miejsce krzyża chcę rozwinąć wielki baner z podobizną Lenina - twierdzi jeden z mężczyzn stojących pod krzyżem - dodał drugi obrońca - Zniszczymy baner i będziemy chcieli, żeby krzyż, który ma tu swoje miejsce, nadal stał - rzucił.
Zaapelował do wszystkich katolików, aby w niedzielę, dzień wojska Polskiego przyszli pod Pałac Prezydenckim z krzyżem w ręce. - Pokażmy jak wygląda oblicze Polski - dodał.
Ludzie pokazali, co swoje Jedna z kobiet, która "była pod krzyżem przez wiele dni", wyraziła przekonanie, że "tak licznie jak dotąd obrońcy krzyża już pod Pałac Prezydencki nie wrócą". - Ludzie pokazali, że są w stanie zorganizować się przeciwko tym, którzy mataczą w sprawie katastrofy smoleńskiej, ale nie będą tu przychodzić w nieskończoność - powiedziała PAP.