Zobacz też co przewiduje Ryszard Pieńkowski, wiceprezes PBS DGA oraz prof. Radosław Markowski, politolog
>
Wśród tych, którzy są zdecydowani wziąć udział w wyborach 4 lipca:
- przeważają zwolennicy dwóch zwycięskich kandydatów z pierwszej tury (69 proc.),
- w dalszej kolejności są ci, którzy głosowali na pozostałych kandydatów (13 proc., czyli dwie trzecie spośród nich),
- kolejni to niegłosujący 20 czerwca (12 proc., czyli mniej więcej co szósty),
6 proc. stanowią osoby biorące udział w pierwszej turze, ale odmawiające ujawnienia, na kogo zagłosowały (większość z nich głosowała zapewne na Jarosława Kaczyńskiego, bo tylko temu kandydatowi brakuje w deklaracjach respondentów około 5 pkt proc. w stosunku do wyników podanych przez PKW).
Oznacza to obudzenie znacznej części uśpionych wyborców. Wzrost mobilizacji wydaje się większy wśród zwolenników Bronisława Komorowskiego, ale po przypisaniu większości głosów "obudzonych", którzy nie chcą dziś ujawnić, na kogo zagłosują 4 lipca, za bardziej mobilizującą uznać należy kampanię Kaczyńskiego.
Na wybory wybierają się ci, którzy bardziej ufają politykom (sześciokrotna przewaga darzących polityków zaufaniem wśród zamierzających głosować 4 lipca nad odmawiającymi udziału). Nieco bardziej zmobilizowane są osoby starsze i z wyższym wykształceniem oraz mieszkańcy dużych aglomeracji.
Kto na kogo? Nie pomogła Komorowskiemu wizyta na Kongresie Kobiet i obietnica podpisania ustawy parytetowej. Zdecydowanie większą sympatią pań cieszy się jego rywal. Z kolei Kaczyński przegrywa z marszałkiem w staraniach o pozyskanie młodych wyborców i - zwłaszcza - lepiej wykształcony elektorat oraz mieszkańców dużych aglomeracji (w dwóch ostatnich przekrojach społecznych dwukrotna przewaga Komorowskiego).
W dużych miastach przewaga Komorowskiego jest ponaddwukrotna, ale na wsi niemal w takiej samej proporcji ustępuje Kaczyńskiemu. Generalnie Polska B jest zdecydowanie za prezesem
PiS-u, a Polska A typuje na swojego patrona Bronisława Komorowskiego.