Mamy twardy dowód, że za rządów PiS na przełomie kwietnia i maja 2007 r. CBŚ - formacja policji od ścigania najgroźniejszych bandytów - podsłuchiwało dziennikarza "Gazety". Dowodem jest "Protokół kontroli doraźnej w sprawie prawidłowości i zasadności stosowania kontroli operacyjnej przez komórki organizacyjne Centralnego Biura Śledczego Komendy Głównej Policji". Kontrola zaczęła się w sierpniu 2007 r., a skończyła już po przegranych przez PiS wyborach. Powodem były "doniesienia medialne o nielegalnym podsłuchiwaniu dziennikarzy, polityków i ludzi świata biznesu". Protokół liczy 78 stron.
Dwa zawiadomienia, dwa umorzenia
Latem 2007 r. o podsłuchiwaniu polityków i dziennikarzy przez służby podległe rządzącemu wówczas PiS pisały główne dzienniki. Dziennikarzy inwigilowanych przez CBŚ i
ABW - w tym Wojciecha Czuchnowskiego z "Gazety" - wymienił zeznający przed sejmową komisją ds. służb specjalnych Janusz Kaczmarek, szef
MSWiA w rządzie PiS, wcześniej prokurator krajowy. Zdymisjonował go premier Jarosław Kaczyński na początku sierpnia 2007 r. jako podejrzanego o przeciek w aferze gruntowej.
Po zeznaniach Kaczmarka przewodniczący komisji ds. służb zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu przestępstwa "nakłaniania szefów ABW, CBA, komendanta głównego policji i dyrektora CBŚ do składania wniosków o zarządzenie kontroli operacyjnej bez wymaganych podstaw prawnych".
Nakłaniać miał minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.
Równocześnie Komenda Główna Policji wszczęła kontrolę podsłuchów CBŚ, a w grudniu 2007 r. kolejną kontrolę "kontroli operacyjnych" zarządził nowy szef CBŚ Paweł Wojtunik (dziś kieruje Centralnym Biurem Antykorupcyjnym). Ta druga kontrola skończyła się wiosną 2008 r. kolejnym doniesieniem do prokuratury.
W każdym z zawiadomień mowa jest o tym, że CBŚ założyło podsłuch na "NN - osobę nieznaną", choć wiedział, że chodzi o dziennikarza "Gazety" Wojciecha Czuchnowskiego.
Jednak prokuratura w Zielonej Górze kilka dni temu po raz drugi uznała, że nie doszło do naruszenia prawa. I śledztwo umorzyła.
- Nie rozumiem, dlaczego, ale też nie znam argumentacji zielonogórskiej prokuratury - mówi nam Edward Zalewski, były prokurator krajowy. To na jego polecenie, po zakwestionowaniu pierwszego umorzenia przez Prokuraturę Krajową (lipiec 2009 r.), w grudniu 2009 r. zielonogórskie śledztwo zostało wznowione.
Przyczyny drugiego umorzenia nie chce podać prok. Jacek Buśko z Zielonej Góry: - To sprawa objęta klauzulą niejawności.
Wiedzieli, co napiszemy o Blidzie Co wynika z dokumentów, które poznała "Gazeta"? Kontrola operacyjna telefonu Czuchnowskiego trwała od 24 kwietnia do 10 maja 2007 r., czyli 17 dni. Podsłuchiwana służbowa komórka miał kryptonim "Zdrój".
To ważny okres. 25 kwietnia samobójstwo popełniła Barbara Blida. Nawet jeśli założenie podsłuchu nie miało związku z planowaną akcją ABW u byłej posłanki
SLD, to jest faktem, że przez ponad dwa tygodnie policja miała duży wgląd w to, co w związku z tą sprawą dzieje się w redakcji największej gazety krytycznej wobec rządu PiS. Sprawa Blidy okazała się potem przełomowa dla losów tego rządu.
Podsłuchiwany dziennikarz pisał o sprawie Blidy, konsultował się z przełożonymi, rozmawiał o niej z politykami, informatorami i innymi dziennikarzami. Na podstawie podsłuchów można było przewidzieć, co w najbliższych dniach napisze "Gazeta", jakie ma informacje i od kogo.
Na podstawie analizy logowania się telefonu w stacjach bazowych telefonii komórkowej (tzw. BTS) policja znała każdy ruch dziennikarza.
Nie ma dowodów, że Czuchnowski był podsłuchiwany dlatego, że zajmował się sprawą Blidy, ale jest znamienne, że podsłuch stosowano aż 17 dni.
- Jeśli się słucha osoby kluczowe dla jakiegoś środowiska, to tak, jakby się słuchało całego środowiska - komentuje były oficer CBŚ. Drugi dodaje: - Założenie podsłuchu 24 kwietnia to pewnie zbieg okoliczności ze sprawą Blidy, ale była wiedza o tym, co się dzieje w "Gazecie".
Kryptonim "Cele", czyli Ziobro zagrożony Z dokumentów kontroli zarządzonej przez komendanta głównego Tadeusza Budzika wynika, że komórkę Czuchnowskiego podsłuchiwano w związku ze sprawą operacyjnego rozpracowania kryptonim "Cele". Chodziło o rzekome przygotowanie prowokacji medialnej wobec ministra Ziobry i prokuratora krajowego Kaczmarka. Oraz o możliwy zamach na życie ministra.
Kaczmarek sprawę pamięta: - Sporządzałem notatkę, która jest teraz w aktach. Zaczęło się od tego, że dwaj dziennikarze Witold Gadowski [dziś szef
TVP 1] i Przemysław Wojciechowski zaalarmowali, że zamach na życie ministra szykuje rezydent rosyjskiej mafii. Jego wspólnikiem miał być prywatny detektyw z Wybrzeża.