Mamy za sobą jeden z najgorszych giełdowych dni w tym roku. WIG20 podczas wtorkowych notowań stracił na wartości 3,7 proc. Nie tylko przebił ważną granicę 2500 pkt., ale też spadł do najniższego poziomu od trzeciej dekady marca. Nieco mniej straciły indeksy średnich i małych firm, ale i one zjechały o 1,5-1,7 proc. Jedyna dobra wiadomość to niezbyt wysokie obroty akcjami, które nie przekroczyły 1,7 mld zł. Wśród największych spółek spadkom liderowały budowlany Polimex, który zjechał o 6,2 proc., producent płytek Cersanit i bankowa grupa Noble Getin Bank (obie spółki straciły 5,5 proc.).
Chłód na świecie, złoty też mocno w dół Chłód zapanował we wtorek na wszystkich giełdach świata. We Frankfurcie akcje po południu polskiego czasu traciły średnio 2,5 proc., zaś w Paryżu - aż 3,3 proc. Jeszcze głębsze spadki inwestorzy obserwowali na giełdach w Madrycie i Atenach, gdzie indeksy runęły o 5,5-6,5 proc. Ale rekord pobiła sąsiednia
Słowacja, na której giełdowy indeks SAX zjechał aż o 7,2 proc. Pod koniec sesji na wielu europejskich giełdach zaczynało pachnieć paniką, a indeksy pikowały w dół niemal pionowo.
Na rynku walutowym też zrobiło się nerwowo. Euro we wtorek po południu traciło wobec dolara ponad 1 proc. Analitycy nie mają wątpliwości, że wkrótce pęknie psychologiczna bariera 1,3 dol. za euro. Na krajowym rynku walutowym mocno w dół poszedł złoty. Jeszcze rano za jedno euro płacono 3,91 zł, w połowie dnia 3,95 zł, zaś po południu - prawie 3,99 zł. Ale prawdziwe załamanie złoty przeżył w stosunku do dolara. Zielony, jeszcze rano wyceniany na 2,96 zł, przebił granicę 3 zł i po południu kosztował już 3,06 zł. Podrożał o 10 gr. w ciągu zaledwie kilku godzin!
Czytaj także:
Masz kredyt w walucie? Euro już po 4 zł, dolar - prawie 3,1 zł! Wielki spadek złotego Zaskakujący zwrot akcji Co się dzieje? Przecież jeszcze w poniedziałek giełdy na Zachodzie beztrosko rosły, ciesząc się z zastrzyku pieniędzy dla Grecji! Analitycy się dziwią, bo załamanie cen akcji przyszło właściwie bez poważnych przyczyn. Niewykluczone, że inwestorzy, po pierwszym oddechu ulgi, znów zaczęli mieć wątpliwości co do tego, czy akcja ratunkowa Unii Europejskiej skutecznie pomoże Grecji. A przede wszystkim przypomnieli sobie, że zaraza niewypłacalności przeniesie się na inne kraje europejskie. Wśród "podejrzanych" jest
Portugalia i
Hiszpania.
Strach giełdowych inwestorów powodują też doniesienia z Zatoki Meksykańskiej, gdzie wciąż ratownikom nie udaje się powstrzymać gigantycznego wycieku ropy ze zniszczonej platformy wiertniczej firmy BP. Kurs akcji brytyjskiego producenta paliwa w Londynie spada o 5 proc., ale konsekwencje katastrofy mogą być dużo głębsze, niektórzy mówią, że gospodarka
USA ucierpi bardziej, niż z powodu ostatniej recesji.
Nie pokrzepiły graczy również poranne wiadomości dotyczące sprzedaży detalicznej w Niemczech. Niestety zawiodły one na całej linii, produkcja spadła o 2,2 proc. Inwestorzy czekali z nadzieją na wiadomości o zamówieniach amerykańskiego przemysłu (ważne są zwłaszcza wieści o zamówieniach na dobra trwałego użytku) oraz na wieści o liczbie podpisanych umów kupna domów w USA. Te były lepsze od oczekiwań, ale rynek był już w fazie ostrej wyprzedaży i nic nie mogło mu pomóc. Giełda amerykańska otworzyła się spadkiem o 2,3-3 proc.
Będzie dłuższa fala spadków? Czytaj też:
Rusza pierwszy w Polsce fundusz zarabiający wyłącznie na spadkach cen akcji Zanosi się na dłuższą falę spadków, bo inwestorzy już zapomnieli o niezłych danych makroekonomicznych, jakimi były korzystne raporty o dochodach i wydatkach Amerykanów. Kojącym kompresem przestał być też jeden z największych na świecie inwestorów, Warren Buffet, który w weekend udzielił wsparcia bankowi Goldman Sachs, którego szefostwo jest oskarżone o oszukiwanie klientów.
Jakie znaczenie mogą mieć silne wtorkowe spadki dla polskim rynku akcji? Główny indeks warszawskiej giełdy WIG20 od kilku tygodni podążał od ściany do ściany. Sufitem były okolice rocznego maksimum na poziomie ok. 2590 pkt., zaś dnem - poziom nieco poniżej 2500 pkt. Teraz to już przeszłość. WIG20 przebił właśnie dolne ograniczenie trendu. Na wykresie można dostrzec, że z kilku ostatnich szczytów każdy był niżej od poprzedniego. To było niepokojące, ale dopiero teraz, kiedy puściło również dno, sytuacja staje się poważna.