Gosia i Marcin Żuk wyliczyli, że ich ślub trwał od kwietnia do lipca. Bo cywilny, kościelny, sesja fotograficzna, druga, trzecia.

Gosia: - Dla rodziców wesele to marnowanie pieniędzy. Lepiej wydać kasę na fantastyczny wyjazd. Ale my potrzebujemy niezwykłych momentów.

Wspólny dom za miastem zbudowali jeszcze przed ślubem. Marcin: - Moglibyśmy tak trwać, ale jesteśmy wierzący. Umówiliśmy się, że sami wszystko zorganizujemy i sfinansujemy. Mamy się dobrze bawić. Scenariusz i reżyseria państwo Żuk. W rolach głównych państwo Żuk.

Pięć lat temu, gdy się pobierali, nie było jeszcze mody na wesela tematyczne: góralskie, hawajskie, country, "Pan Tadeusz". Ani na wodzirejów. Ale i tak wypadło nieźle. Poradzili sobie z logistyką, oboje są menedżerami, absolwentami zarządzania.

Jedna z najpoważniejszych decyzji: jak upamiętnić ten dzień?

Powstały cztery albumy i dwa komplety zdjęć w formie cyfrowej. Jeden zestaw trzymają poza domem, na wypadek kataklizmu.

Marcin: - Kilka razy w roku oglądamy albumy przy winku. Boże, jakie to było cudowne.

Gosia: - Chciałam być tego dnia piękną księżniczką.

Ślub totalnie odjechany

Leia z "Gwiezdnych wojen", "Śpiąca królewna" Disneya, Arwena z "Władcy pierścieni". Każda ma inne wirujące atrybuty: świetliste miecze, pantofelki, różdżki, obrączki. Przybywa rycerz z pocałunkiem. Przyjeżdża książę na rowerze, sadza Kopciuszka na ramę.

Blogi, YouTube, portale społecznościowe. Tysiące klipów weselnych, setki animowanych czołówek. Nowy przemysł fotograficzny motyw księżniczki przyrządza na sto sposobów. Efekt zależy od inwencji i od kasy. Zamożni narzeczeni z wielkich miast do narracji lubią zatrudniać aktorów. Czasem opowieść o świecie, który odzyska równowagę, gdy połączą się dwa pierścienie, czyta lektorka z banku głosów. Ale i napisy się sprawdzają.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej