Tor wyścigowy to pomysł Łukaszczyka na zmianę wizerunku regionu i ożywienie turystyki. Wojewoda wie nawet, gdzie taki tor mógłby powstać. - Mamy skrzyżowanie dwóch ważnych autostrad, czyli A1 i A4 w Sośnicy, w pobliżu jest dużo miejsca, które można wykorzystać na taki tor - mówi Łukaszczyk.
Wojewoda argumentuje, że skoro w promieniu 100 kilometrów od tego miejsca mieszka kilka milionów ludzi, to wyścigi na pewno będą się cieszyć ogromną popularnością i widzów nigdy nie zabraknie. - Mamy też motoryzacyjne tradycje. W końcu w regionie są fabryki Fiata czy Opla. To przemawia na naszą korzyść. Warto pomyśleć o takim torze - dodaje wojewoda. Zastrzega, że oczywiście państwo toru F1 nie wybuduje, ale jeśli byłaby to wspólna inwestycja z prywatnym inwestorem, to przecież wszystko jest możliwe. - Taki tor żyje nie tylko podczas wyścigów. Przez cały rok może służyć jako tor testowy lub być wynajmowany amatorom szybkiej jazdy - dodaje.
Pomysłem wojewody nie jest zachwycony Bogusław Śmigielski, marszałek regionu. - To oryginalne, ale też drogie. Są pilniejsze potrzeby w województwie - mówi Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka marszałka.
Sceptyczny jest także Przemysław Kempiński, redaktor naczelny portalu Formula1.pl. Przypomina, że pomysły budowy w Polsce toru F1 są bardzo stare. Jeszcze w czasach PRL taki plan forsował premier Piotr Jaroszewicz. Tor miał powstać w Poznaniu, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Jedyne miejsce, gdzie w byłym bloku wschodnim mogą ścigać się bolidy Formuły 1, powstało w Budapeszcie.
- Co jakiś czas w Polsce słychać o torze F1, ale dopóki nie pojawi się poważny sponsor, to o budowie nie ma mowy - mówi Kempiński. Podkreśla, że budowa kosztuje około 150-200 mln euro. Takie pieniądze nie zwrócą się szybko. Sam tor też nie wystarczy. - Na wyścigi przyjeżdża 100 tys. ludzi. Muszą mieć jak dojechać w pobliże toru, a u nas nie ma nawet porządnych autostrad. Ci ludzie muszą się gdzieś zatrzymać i zjeść. Korzyści z toru są ogromne, ale przy jego budowie jest mnóstwo wydatków i pracy - mówi.
Dlatego nie wierzy, że taki tor powstanie w Polsce. Przypomina, że nasz kraj nie ma specjalnych osiągnięć w sportach motorowych, które nie są przecież zbyt popularne. - Teraz mamy w F1 Roberta Kubicę, ale nie wiadomo, co się stanie, gdy skończy on karierę. Czy zastąpi go inny Polak albo czy będzie ich więcej? - mówi Kempiński.
Polecamy: Ścieżki rowerowe zamiast torów? Decyzję podejmie PKP