http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rząd USA nie może rozwiązać zagadki przyspieszającej Toyoty Prius

Andrzej Kublik
2010-03-16, ostatnia aktualizacja 2010-03-15 23:20

- Być może nigdy nie dowiemy się, co się stało z tym autem - stwierdziła amerykańska rządowa agencja bezpieczeństwa drogowego NHTSA, która próbował wyjaśnić z jakiego powodu doszło do incydentu z samoistnie rozpędzającym się autem Toyota Prius.


Zdarzyło się to przed tygodniem na autostradzie w Kalifornii. Policjantów zaalarmował James Sikes, który zadzwonił po pomoc do drogówki opowiadając przerażonym głosem, że jego Toyota Prius bez powodu zaczęła gwałtownie się rozpędzać. Samochód jechał z prędkością 150 km/h i jego kierowca twierdził, że pedał gazu zablokował się, a samochód nie zatrzymuje się, chociaż wciska obiema stopami pedał hamulca do podłogi (auto miało automatyczną skrzynię biegów i dlatego miało tylko dwa pedały). Agencje prasowe najpierw pisały, że doszło do tego na zatłoczonej autostradzie. Teraz AP informuje, że na drodze ruch był umiarkowany.

Na pomoc zrozpaczonemu kierowcy przyjechał radiowóz drogówki. Policjanci twierdzili, że czuć było swąd palonych hamulców i sytuację udało się opanować dopiero wtedy, kiedy poradzili kierowcy, by zwolnił używając hamulca awaryjnego, a potem wyłączył silnik.

W USA było bardzo głośno o incydencie. Pod koniec stycznia amerykańska rządowa agencja bezpieczeństwa drogowego NHTSA kazała Toyocie wezwać do naprawy 6 mln aut, twierdząc, że mogą być wyposażone w zacinający się pedał gazu. Z powodu tej wady auto zamiast hamować miało przyspieszać, stwarzając ryzyko wypadku. W USA wybuchał panika i wielu polityków zarzucało Toyocie, że świadomie sprzedaje wadliwe samochody. Japoński koncern podjął rozpaczliwe wysiłki w obronie dobrego imienia, udostępniając władzom USA wiele firmowych sekretów. np. czytniki danych z komputerów, montowanych w autach Toyoty.

Incydent z autem Sikes'a podważał wysiłki japońskiego koncernu i dodatkowo stawiał pod znakiem zapytania jakość Priusa - pierwszego i najpopularniejszego na świecie auta z ekologicznym napędem spalinowo-elektrycznym, które jest dumą Toyoty. Sikes twierdził, że jego auto było na liście samochodów wymagających kontroli, ale gdy przyjechał do warsztatu - odesłano go z kwitkiem, bez kontroli. Incydent z zeszłego tygodnia dodatkowo bił w reputację serwisu Toyoty.

Przypadek statystycznie możliwy

Przez kilka dni inżynierowie NHTSA próbowali ustalić, co się stało z autem Sikes'a. Wczoraj rządowa agencja oficjalnie przyznała się, że nie wie, co mogło spowodować nagłe przyspieszenie tego auta Toyoty. Bo auto jest skonstruowane tak, by wykluczyć takie zdarzenie

Inżynierowie NHTSA bez powodzenia próbowali odtworzyć sytuację opisywaną przez Sikes'a, jeżdżąc jego autem. - Za każdym razem, gdy technik wcisnął pedały gazu i hamulca do podłogi, silnik się wyłączał i auto zaczynało zwalniać - przekazano w specjalnej notatce dla komisji Kongresu USA, która sprawdza, czy auta Toyoty są bezpieczne.

Prius, którym jechał Sikes, ma dwa silniki elektryczne oraz silnik spalinowy. Specjalny komputer decyduje, które z tych silników powinny pracować w danym momencie. Agencja AP cytuje profesora mechaniki Craiga Hoffa z Uniwersytetu Ketteringa we Flint, którego zdaniem Prius może samoczynnie przyspieszać tylko wtedy, gdy jednocześnie wysiądą dwa systemy - komputer sterujący silnikami oraz specjalne czujniki, które przekazują do komputera informacje o wciśnięciu pedałów gazu i hamulca.

- Jest bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, że oba te systemy się popsują, a do tego sygnał z czujników położenia pedałów będzie zły. Czy tak się mogło zdarzyć? Statystycznie rzecz biorą, tak. Ale nie wydaje się to możliwe - stwierdził Hoff.

W notatce dla Kongresu z kontroli NHTSA stwierdzono, że hamulce w aucie Sikes'a był zniszczone z powodu przegrzania. To potwierdza jego relację, że rozpaczliwie próbował zatrzymać auto. Ale w czasie kontroli NHTSA prawidłowo działał system zapobiegający niekontrolowanemu przyspieszaniu. A w takiej sytuacji hamulce nie powinny być zniszczone, bo ten system wyłącza napęd.

Kalifornia - niebezpieczny stan dla Toyoty

Agencja AFP zwróciła uwagę, że incydent z autem Sikes'a przypominał wypadek policjanta z drogówki w Kalifornii, który latem zeszłego roku zginął wraz z rodziną w wypadku auta Toyoty, wynajętego z wypożyczalni na czas naprawy własnego samochodu. Biegli twierdzili, że do tamtego wypadku doszło, gdy pedał gazu zablokował się, zaplątany w dywanik pod stopami kierowcy i samochód nagle sam przyspieszył. Toyota po tamtym wypadku pierwszy raz wezwała kierowców swoich aut do napraw, zalecają usunięcie dywaników.

W Kalifornii sporo kwasów wywołała decyzja Toyoty o zamknięciu fabryki aut, prowadzonej przez ćwierć wieku w tym stanie wspólnie z General Motors. Latem zeszłego roku GM w czasie nacjonalizacji wycofał się z tej spółki, a kilka miesięcy później także Toyota ogłosiła, że od kwietnia br. zrezygnuje z produkcji aut w kalifornijskich zakładach.

Kilka dni temu Japończycy ogłosili, że przekażą 250 mln dol. na specjalny "fundusz przejściowy" dla fabryki w Kalifornii. Wczoraj związkowcy tej fabryki ogłosili, że uzgodnili z japońskim koncernem warunki zamknięcia tych zakładów. Nie jest jasne, czy oznacza to dodatkowe wypłaty dla zwalnianych, niezależnie od funduszy zapowiedzianych już przez Toyotę dla fabryki. Władze Kalifornii szukają teraz firmy, która zagospodaruje zakłady i np. będzie w nich produkować auta o napędzie ekologicznym.

  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów