Piotr, 59-letni homoseksualista, oskarżył polskie państwo o dyskryminację ze względu na orientację seksualną. Piotr i jego partner mieszkali w
Szczecinie, w komunalnej 32-metrowej kawalerce. Najemcą był partner. Kiedy w 1998 r. partner zmarł, Piotr wystąpił do gminy o prawo najmu. Chciał skorzystać z przepisu, który pozwalał na przejęcie tego prawa temu, kto pozostawał "faktycznie we wspólnym pożyciu małżeńskim z najemcą, mieszkał z nim stale do chwili jego śmierci". Gmina odmówiła. Obie strony poszły do sądu: Piotr pozwał gminę, bo uważał, że prawo najmu mu się należy, a gmina, by uzyskać nakaz eksmisji.
Polskie sądy w kolejnych instancjach uznały, że związku dwóch mężczyzn nie można uznać za konkubinat. Prawomocny wyrok zapadł 1 czerwca 2001 r. Wtedy adwokat Piotra mecenas Arkadiusz Byliński wystąpił do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Kiedy sprawa już była w Strasburgu, gmina wygrała proces o eksmisję. Nie doszło jednak do niej, a Piotr 2 marca 2010 r. Trybunał w Strasburgu ogłosił korzystny dla niego wyrok. Trybunał uznał, że szukając sposobów ochrony tradycyjnej rodziny, państwo musi brać pod uwagę zmiany społeczne, w tym fakt, że nie istnieje jeden sposób realizowania prawa do życia prywatnego i rodzinnego. Nie może dyskryminować ludzi m.in. ze względu na orientację seksualną. Problem w tym, że trybunał nie stwierdził jednoznacznie, że gmina powinna przyznać Piotrowi prawo najmu. Dlatego teraz sytuacja szczecinianina nie jest jasna.
- Wprawdzie orzeczenie nie mówi, że mój klient ma zachować lokal, ale jest dla niego satysfakcjonujące - uważa mecenas Byliński. - Czekam na tłumaczenie wyroku i jeszcze przed Wielkanocą wystąpię do gminy w tej sprawie. Liczę na to, że uda się nam porozumieć. Bo trzeba przyznać, że miasto zachowało się w porządku wobec mojego klienta, nie eksmitując go zaraz po uzyskaniu wyroku o eksmisję.
Szymon Dominiak-Górski, rzecznik Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych w Szczecinie powiedział nam, że ZBiLK, nie czekając na pismo adwokata Piotra, już wystąpił do miejskich prawników o opinię, co ma dalej robić. - Bo sprawa jest bardzo trudna - dodaje Dominiak-Górski.