Chodzi o operację CBA dotyczącą b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. CBA chciało udowodnić b. prezydentowi nielegalne pochodzenie jego majątku.
Szef CBA Paweł Wojtunik wyjaśnia nam:
- Służba specjalna została wprzęgnięta w politykę, bo nakazano jej iść za plotkami dotyczącymi nazwisk znanych osób. W tej sprawie w ogóle nie było podejrzenia korupcji. CBA nie miała prawa się w nią angażować, a prowadziła działania z zaangażowaniem ogromnych środków. To było po prostu nadużycie władzy. Zaszkodziło wizerunkowi CBA, doprowadziło do dekonspiracji naszych działań oraz naruszenia praw i wolności obywatelskich. Nie mogłem podjąć innej decyzji, niż zawiadomienie prokuratury
Obecne władze Biura uważają, że w tej sprawie nie było w ogóle korupcji. CBA i prokuratura poszły za plotką (która pojawiła się po publikacji tzw. "taśm Gudzowatego"). A ustawa o CBA dla wszczęcia takiej operacji wymaga uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa korupcyjnego. Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Paweł Wojtunik złożył zawiadomienie do Prokuratora Generalnego o podejrzeniu nadużycia władzy i nielegalności prowadzonych przez CBA działań operacyjnych.
Skończyło się umorzeniem 17 lutego katowicka prokuratura apelacyjna umorzyła tajne śledztwo, w którym badano legalność pochodzenia majątku b. prezydenta. - Chodziło o dom w Kazimierzu, dom w Wilanowie i działkę na północy Polski. Dom w Wilanowie i działka zostały kupione legalnie i były wykazywane w oświadczeniach majątkowych. Dom w Kazimierzu nie był własnością państwa Kwaśniewskich.
Do przeprowadzenia akcji Biuro Kamińskiego wykorzstało cały potencjał CBA, marnując ponad milion zł. W czasie jej trwania kupiło dom, z którym nie wiadomo co teraz zrobić.
- Chcę wyrazić uznanie dla funkcjonariuszy, którzy prowadzili tę operację - mówił w październiku zeszłego roku b. szef CBA Kamiński. Dodawał, że "sprawa jest rozwojowa", a gdy prowadząca ją prokuratura w Katowicach poda szczegóły, opinia publiczna przekona się, kto miał rację.
O co chodziło z willą Kwaśniewskich? Ujawniliśmy, że chcąc udowodnić b. prezydentowi nielegalną transakcję, CBA użyło słynnego agenta o pseudonimie "Tomasz Małecki". Agent wkupił się w łaski rodziny J. administrującej willą w Kazimierzu, której właścicielem jest Marek Michałowski, prezes Budimexu i przyjaciel rodziny Kwaśniewskich. CBA było przekonane, że naprawdę dom należy do b. prezydenta. By to udowodnić, agent, poprzez rodzinę J., namówił Michałowskiego do sprzedaży willi. Za nieruchomość wartą 1,6 mln z. dawał dwa razy tyle. Liczył, że pieniądze trafią do Kwaśniewskich. Ale 29 lipca 2009 r., w kulminacyjnym momencie, akcja została przerwana, bo pośredniczący w transakcji Jan J. wyjął część należności (1,5 mln zł) z torby, w której był nadajnik mający namierzyć, gdzie pieniądze zostaną zawiezione. CBA zatrzymała Jana J., jego matkę, prezesa Michałowskiego a nawet mężczyznę, który miał sprawdzić, czy banknoty są autentyczne. Od tego czasu Michałowski walczy z CBA o unieważnienie transakcji z której nie dostał ani grosza i która była zawarta z fikcyjną osobą - Małeckim. - Chcę wyrazić uznanie dla funkcjonariuszy, którzy prowadzili tę operację - mówił w październiku zeszłego roku b. szef CBA
Mariusz Kamiński. Dodawał, że "sprawa jest rozwojowa", a gdy prowadząca ją prokuratura w Katowicach poda szczegóły, opinia publiczna przekona się, kto miał rację.
TARGI PRACY:
Najlepsi pracodawcy - sprawdź: Charles Voegele | Decathlon | Diversey | Emperia | Ergo Hestia | TP SA | IBM BTO | ING Bank Śląski | JTI Polska | KPMG | LG Chem | Oriflame | Raiffeisen Bank | Volkswagen Bank Polska | Zepter