http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielka łapa sięga po Julię

Magdalena Grzebałkowska
2010-03-17, ostatnia aktualizacja 2010-03-11 16:25

Julia Molner
Julia Molner
Fot. Bartłomiej Barczyk

'Tłumaczy narzeczonym, że nie wygładza zmarszczek, nie powiększa biustów, nie wydłuża nóg. Nie robi plenerów w parku Łazienkowskim, gdzie pan młody klęczy na trawie i całuje pannę młodą w rękawiczkę. Namawia panny młode, żeby jechały do ślubu warszawskim metrem. Albo przekonuje, żeby pozowały do zdjęć w trampkach' - o Julii Molner pisze Magdalena Grzebałkowska

Pewną pannę młodą położyła na żelaznym stole w hali wyłożonej kafelkami
Fot. Julia Molner
Pewną pannę młodą położyła na żelaznym stole w hali wyłożonej kafelkami
Magdę i Norberta przekonała, aby do ślubu pojechali warszawskim metrem
Fot. Julia Molner
Magdę i Norberta przekonała, aby do ślubu pojechali warszawskim metrem
Często prowadzi nowożeńców 
na stare klatki schodowe (ta jest w centrum Warszawy)
Fot. Julia Molner
Często prowadzi nowożeńców na stare klatki schodowe (ta jest w centrum...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Zapach zbutwiałych ziemniaków wpadł jej do nosa. W mroku piwnicy zaczęła wrzucać je do kosza. Jesień. Wyrzucić stare ziemniaki, zrobić miejsce nowym. Życie jako porządkowanie warzyw. Dźwignęła kosz, weszła na stopnie wiodące na parter domu. Życie jako chodzenie w chustce do cerkwi. Życie jako dojenie krów. Życie jako nieżycie.

- A co ty tam tak marudzisz pod nosem? - pyta mama po ukraińsku. - Jakby tata żył, toby ci dał. Masz już 15 lat. Musisz mi pomagać.

- Tata nigdy mnie nie tknął! Jakby żył, to nie sprzątałabym tych ziemniaków, tylko była w szkole nie wiadomo gdzie! - krzyczy też po ukraińsku.

Obserwuje, jak jeden kartofel wypada z kosza i toczy się po schodach. (Julia Molner twierdzi, że skoro to artykuł o niej, ma prawo mieć tutaj swoje zdanie. - Nie mogłabyś zacząć od wznoszących się wokół wsi górach i słońcu, które się przez nie przebija? - pyta. - A ziemniaki niech zbieram w tle. Bo tak to wygląda, jakbym była zmuszana do pracy jak jakieś dziecko niewolnik. Mnie się chyba wtedy nie chciało po prostu iść do piwnicy. I duchów się bałam).

Wiewióreczka

Rok później Julia Molner wyjedzie na zawsze z rumuńskiej wsi Majdan na Bukowinie. 15 lat później namówi pannę młodą, żeby pojechała do ślubu warszawskim metrem. 'Chciałabyś limuzyną, jak każdy?' Inną parę przekona, żeby pozowała do zdjęć w trampkach. Pewną mężatkę w długiej sukni i ślubnych pantofelkach położy na żelaznym stole w hali wyłożonej kafelkami.

Większość par skąpie w wodzie. Zaprowadzi na stare klatki schodowe. A w jej języku polskim będzie słychać 'l' jak u Poli Raksy, gdy była Ogoniokiem. I kolor włosów też będzie miała jak Marusia. W Radiu PiN udzieli wywiadu jako kobieta sukcesu.

Magda i Mariusz: 'Dzwonek do drzwi mieszkania, wpada. Wiewióreczka. Wzrostu tyle, żeby sobie po pasku nie deptać, a na plecach 10 kilogramów sprzętu. Od progu krzyczy o kawę. Dostaje, ale nie siada. Wyciąga broń i strzela we wszystko: znajomi, ja, syn znajomych. Wchodzi mój tata, trzy minuty i Julia go pacyfikuje. W domu ubieranie do ślubu, a w tle ciągle jej śmiech. Czasem krzyczy. To jest nawet zabawne. Rozbieraj się, ubieraj, uśmiechaj, nie uśmiechaj, otwieraj i zamykaj oczy, nie protestuj. Potem obejrzysz zdjęcia i zachwycisz się tą brudną ścianą'.

Wieś

Niedługo przed śmiercią Nicolae Ceausescu postanawia, że Majdan ma zniknąć z powierzchni ziemi. Ludzie pójdą do miasta, do bloków. Sąsiadka Irena mówi, że po jej trupie. Była w mieście u córki kilka dni. I ani razu nie skorzystała z toalety. Jak człowiekowi po tyłku nie wieje, to nici z wypróżnienia. Miasto mdli Julię, kręci jej w głowie. Jeździ do Suczawy z tatą po jego wypłatę. Po powrocie musi od razu iść spać. Dlaczego Ceausescu nie lubi Majdanu? A po co w jego państwie ma istnieć wieś wśród gór i lasów, w której Bóg Ojciec, a nie on, jest bogiem? Gdzie w imieniny świętego Andrzeja zabobonne panny wciąż jeszcze noszą w ustach wodę ze studni, pieką z nią bułeczki i dają psu do zjedzenia. (Której bułeczkę pies najpierw schwyci, ta pierwsza wyjdzie za mąż). Na co mu taka miejscowość, gdzie w jednej połowie mieszkają od 200 lat Ukraińcy i Huculi, a w drugiej Polacy, potomkowie górali czadeckich? Ma mu się podobać, że jedni mówią tam po ukraińsku, a drudzy po polsku? Że majdańskie dzieci nie przynależą do komunistycznej organizacji młodzieżowej? Co go obchodzi, że najlepsza koleżanka Julii Molner to Polka Bronka? Że razem pasą krowy pod lasem, wspólnie pracują na polu w czasie wakacji, pomagają rodzicom w gospodarstwie? Że Ukraińcy zwołują trombitami owce z hal i grają na trombitach, gdy umiera babcia Julii, a do Polaków przyjeżdżają ichnie zakonnice i podtrzymują pamięć o dawnej ojczyźnie? Że Julia, dopóki nie poszła do przedszkola, nie znała rumuńskiego?

Julia znajduje u babci na strychu podręczniki. Matematyka, fizyka, biologia. Kartki z wykresami, wzorami i przekrój żaby, wszystko po ukraińsku. Kiedyś dzieci w Majdanie miały ukraińską szkołę. Zamknięto ją. Ale zamiast Majdanu z powierzchni ziemi znika 'Słońce Karpat'. W katolickie Boże Narodzenie 1989 roku telewizja pokazuje całuny białych prześcieradeł z pospiesznie rozstrzelanym wodzem i jego żoną ukrytymi pod spodem. Julia ma 10 lat. Idzie na sanki.

Dom

Dom jest drewniany, stoi na końcu wsi, za strumieniem, pod lasem. Zbudował go Ukrainiec, obywatel Rumunii Andrij Nykolaj Molner, katolik, po ślubie z Ukrainką, obywatelką Rumunii Virą Borszą, grekokatoliczką. To rodzice Julii. Z zewnątrz dom zdobią setki małych, regularnie przybitych desek, w których ojciec wyciął ząbki jak koronki w serwetkach. Teraz, w XXI wieku, w Majdanie?niektórzy stawiają już domy murowane. Myślą, że są wtedy bliżej Zachodu, kpi z rozczuleniem Julia. Inni oklejają drewniane domy plastikowym sidingiem. Wpuszczają plastik do środka. Siedzą pod girlandami sztucznych kwiatów, figurynek pasterek i kominiarczyków z Chin, wśród łatwopalnych firanek. Odkąd tata zmarł, mama oszalała na punkcie firanek. Marzy o sidingu. Julia krzyczy, że nie wolno. Wynosi naręcza kiczu z pokoju, w którym będzie spała, gdy odwiedza Majdan. Sztuczne kwiaty mamy Julia zanosi na grób ojca. Z sieni koronkowego domu wiodą drzwi do trzech pokoi. W jednym spał tata z mamą. W innych Julia, jej starszy o cztery lata brat Julian i osiem lat starsza siostra Michaela. Jednego dnia twój był pokój niebieski, innego różowy. Mogłeś spać, gdzie chciałeś. Mama gotuje mamałygę, piecze paprykę na żarze, robi sos z bakłażanów w jednoizbowym domku, który stoi na podwórku. Tata go zbudował, żeby po pracy poczytać w nim gazetę, posłuchać radia, odpocząć. Nie zdążył się do niego przenieść.

Tata

W samo południe Julia śni tatę w czarnym garniturze. I kwiaty wokół. Boi się we śnie, że zabraknie jej ojca. Czuje pustkę.

Budzi się i ze strachu się nie rusza. Na jawie tato nigdy nie nosi czarnego garnituru. (Kiedy Julia opowiada mi o tym w warszawskiej restauracji, nagle na naszym stoliku gaśnie świeczka). Tata wraca wieczorem do domu. Przywozi córce batonik. Woła, żeby przyszła się przywitać, ale Julia już śpi. Tato umiera tej samej nocy. Jego ciało w sieni znajduje kolega ojca, który nocuje u nich w domu. Batonik zjada brat. Julia Molner ma 14 lat i ukończone osiem klas szkoły podstawowej. Nie może sobie wybaczyć, że nie wstała do ojca. (Julia Molner ma 30 lat. Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego, tłumaczką ukraińskiego, fotografką ślubną. Nie może sobie wybaczyć, że nie wstała do ojca). Tato jest wszystkim. Wyjeżdża kiedyś na dwa tygodnie. Kilkuletnia Julia nie schodzi z furtki. Czeka na ojca. Grozi, że jak tatuś nie wróci, ucieknie z domu.

Tato pracuje w lesie, gdzie nadzoruje wycinkę lasu. Wieczorami liczy cyfry w tabelkach. Najmłodsza córka udaje, że pomaga mu w obliczeniach.

Ojciec chce, żeby dzieci się uczyły. W jego wiejskiej rodzinie kończono szkoły średnie, są tam nawet dwie nauczycielki. W rodzinie mamy dzieci po podstawówce szły od razu do pracy w gospodarstwie i na polu. Mamie tak bardzo nie zależy na wykształceniu córek i syna. Tato nie krzyczy, nie bije, wystarczy, że spojrzy. We wsi budzi respekt. Mało mówi, dużo gwiżdże. Nigdy nie narzeka. Nigdy o nic nie prosi. Dzieci Nykolaja Molnera dziedziczą te cechy po nim. Nigdy nie chodzi do lekarzy. Zawsze mówi, że się dobrze czuje. Cmentarz jest na wzgórzu, widać z niego las i pole. Na ziemnym grobie ojca wiosną kwitną przebiśniegi. (Julia uważa, że marmurowe polskie grobowce nie mają duszy. Tylko przez grób usypany z ziemi ma się kontakt ze zmarłym). Po śmierci ojca chce wyjechać ze wsi. Co ją tu czeka? Skończy szkołę średnią i wyjdzie za mąż. Jej ukochana siostra Michaela została mężatką w wieku 19 lat. Jest teraz szwaczką w fabryce w pobliskim miasteczku i ma dwoje dzieci. (- To najszczęśliwsza osoba, jaką znam - wtrąca Julia. - Szczere spojrzenie i największe serce. Nigdy nie usłyszałam, żeby powiedziała: 'Jest mi źle'). Inne dziewczęta wychodzą za mąż jeszcze wcześniej. Rumuńska młodzież dostaje dowód w wieku 14 lat. Nie muszą już pytać rodziny o zgodę na ślub.

Wasyl

Droga wije się wzdłuż strumienia. W wodzie tapla się dwuletnia Julia. Widzi, że od strony wsi za lasem idzie mężczyzna. W ręku trzyma różową i zieloną bibułę, z której robi się cmentarne kwiaty. Człowiek przystaje, spogląda na dziecko i skręca przez mostek do koronkowego domu Molnerów. Siada w kuchni, pije wodę przyniesioną ze studni. (Zaraz, Julio. Ludzie nie pamiętają rzeczy, które im się wydarzyły, gdy mieli dwa lata. Śmieje się. Może inni nie pamiętają, ale ona trzyma takie rzeczy w głowie). Od tej pory mężczyzna często odwiedza dom Molnerów. Przynosi drobne upominki, bibułę, owoce, słodycze. Dostaje coś w zamian i zanosi innym ludziom. Julia woła na niego Dido (ukraiński zwrot - między wujkiem a dziadkiem). Lubią go wszyscy mieszkańcy wsi. Dido naprawdę ma na imię Wasyl i jest księdzem greckokatolickim.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 55 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów