Krystyna Naszkowska: Jak się mieszka w Dolinie Krzemowej?

Marek Hołyński: Wygodnie. To jest trochę jak mieszkanie w wielkim ogrodzie. Dookoła zielone wzgórza, nie widać żadnych kominów, hal fabrycznych, tylko luźna zabudowa, nowoczesna architektura, korty tenisowe, baseny, mnóstwo zieleni. Śnieg nigdy nie pada, w zimie temperatura nie spada poniżej 5 st.

A kina, teatr? Jak się spędza wolny czas?

- Nie spędza się, bo go nie ma. Pracuje się po 14 godzin na dobę. Jeśli się szybko nie zrobi jakiegoś projektu, to konkurencja nas wyprzedzi.

W weekendy też się pracuje?

- Oczywiście.

A kodeks pracy?

- Jaki kodeks? Jeżeli ktoś nie chce tak pracować, to może odejść. Średni czas pobytu w Dolinie to osiem lat, ja byłem dziewięć. Są różne scenariusze - są tacy, co zostają, ale nie mogą się dalej ścigać i przechodzą na menedżerskie stanowiska, są tacy, co rzucają wszystko i idą na emeryturę w wieku lat 30-35. Ja byłem tam jednym ze starszych ludzi.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej