Mianem nagłej śmierci łóżeczkowej, czyli zespołu nagłego zgonu niemowląt, określa się sytuację, w której niemowlę umiera przed ukończeniem pierwszego roku życia, a sekcja zwłok i analiza historii medycznej dziecka oraz jego rodziny nie dostarczają wyjaśnień tego zdarzenia. Według szacunków amerykańskiego Narodowego Centrum Statystyk Zdrowia (NCHS), zespół nagłego zgonu niemowląt jest jedną z trzech najczęstszych przyczyn śmierci dzieci przed pierwszym rokiem życia w USA.

Zazwyczaj śpiący człowiek reaguje na brak powietrza obudzeniem się lub zmianą pozycji, małe dzieci mogą dodatkowo zakomunikować ten dyskomfort płaczem. Jednak organizmy niektórych niemowląt zdają się ignorować wysyłany przez układ oddechowy alarm i dziecko śpi dalej, co prowadzi do tragicznego w skutkach niedotlenienia.

Hipotezę tę może potwierdzać spektakularny sukces amerykańskiej akcji "Back to Sleep" (gra słów - ten angielski zwrot można odczytać zarówno jako "powrót do spania", jak i "plecy do spania") zachęcającej rodziców i opiekunów do układania zasypiających dzieci na plecach, dzięki czemu maleństwo nie zaśnie np. z twarzą przyciśniętą do poduszki. Od rozpoczęcia tej akcji w 1994 roku liczba przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej spadła o ponad 50 proc. Wciąż jednak zespół nagłego zgonu niemowląt kosztuje życie kilka tysięcy dzieci rocznie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej