Maj zaczął od swobodnej wypowiedzi, w której od razu stwierdził, że to, co dziś się o nim pisze, to pomówienia, których na pewno nie pozostawi bez konsekwencji. Maj pracował w Totalizatorze Sportowym od połowy maja 2006 do kwietnia 2007 roku. - Nie byłem autorem ustawy z czerwca 2006 roku, chociażby z tego względu, że w Totalizatorze byłem zaledwie od miesiąca.
Chodzi o projekt, który w lipcu 2006 roku Anna Cendrowska i Krzysztof Jurgiel dali Przemysławowi Gosiewskiemu prosząc, by szedł przez klub parlamentarny, a nie rząd, bo departament gier w ministerstwie finansów "był uwikłany".
- Powodem zaangażowania Totalizatora w 2006 roku w prace nad ustawą było dramatyczne pogorszenie sytuacji spółki - mówił Maj. I podał dane: W 2003 roku Totalizator miał połowę udziału w rynku, dwa lata później już tylko 35 proc., potem było jeszcze gorzej.
W październiku 2006 roku
Zyta Gilowska powołała zespół do opracowania nowelizacji ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych. Maj trafił o niego jako przedstawiciel Totalizatora. - Zgłoszenie Totalizatora wynikało z tego, że jako spółka skarbu państwa na rynku hazardowym posiadał niezbędną wiedzę - zeznał Maj. - Prace trwały od listopada 2006 do połowy marca 2007 roku, często pracowaliśmy po 16-20 godzin na dobę. A prace nasze miały więcej niż przejrzysty charakter. Informowałem zarząd Totalizatora po każdych obradach o ich przebiegu i ustaleniach. Każda propozycja z prac zespołu była korzystna dla skarbu państwa.
Napięcie w komisji pojawiło się gdy Grzegorz Maj zapowiedział pozew przeciwko Jarosławowi Urbaniakowi. - Zapraszam pana na salę sądową, pan mnie obraża i insynuuje - stwierdził. I wyliczył, że w mediach pojawiają się oszczerstwa na jego temat:
- że przy wsparciu Przemysława Gosiewskiego pisał ustawę hazardową,
- że był jej autorem,
- że zamykał usta urzędnikom ministerstwa finansów, co napisano w analizie CBA. - Żadne z tych zdań nie jest prawdziwe - powiedział Maj.
W przerwie tłumaczył dziennikarzom, że właśnie za to m.in. zamierza pozwać śledczego Urbaniaka. - Za powtarzany zwrot, że w kontekście afery hazardowej mnie nie trzeba przedstawiać, za ciągłe insynuacje i pomówienia - wyjaśnił. Urabniakowi zarzucił: - Pan od początku tej komisji używa określeń obraźliwych wobec mnie, ja nie żyję w próżni, żyję w małej społeczności.
Urbaniak pozwem się nie przejął. - Nazwisko Maja przewija się w dokumentach, które ma komisja, mogłem je wymieniać - stwierdził.
Śledczy próbowali dowiedzieć się czy Maj zna szczegóły umowy między Totalizatorem, a firmą G-tech. Ten jednak niewiele im powiedział twierdząc, że jej nie poznał, bo nie miał certyfikatu dostępu do informacji tajnej, a taką klauzulę miała umowa.
Maj przyznał, że odszedł z Totalizatora, bo jego misja tam się skończyła. Został wówczas doradcą ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego. Doradzał w kwestii dostępności do zawodów prawniczych. Jednocześnie przyznał, że nigdy z nim osobiście nie rozmawiał.
Na koniec wygłosił mowę, prawie agitację, tłumaczącą jego zaangażowanie: - Chcę pokazać, że można nie siedzieć przed telewizorem albo z kolegami przy piwie, wierzę, że można zmienić rzeczywistość, angażuję się społecznie, za co nie biorę pieniędzy. I powtarzam: Nikt nam nie kazał pisać ustaw, nikt niczego nie żądał.