Dobrze znamy tę historię. Od września 2008 r., kiedy ofiara ojca przełamała się i opowiedziała policji, a potem dziennikarzom o trwającym lata koszmarze. Znamy zapłakaną twarz Alicji z rudymi włosami ściągniętymi w kucyk. Jej opowieść o tym, jak ojciec gwałcił ją, poniżał, zastraszał, więził, a gdy rodziła mu dwoje dzieci, zmuszał do porzucenia ich w szpitalach. Poznawaliśmy szczegóły tej ohydy z dziesiątków artykułów, wywiadów, nawet filmu. To dlatego sędzia uznała, że jest dysproporcja pomiędzy ochroną danych pokrzywdzonej a sprawcy i pozwoliła na upublicznienie wizerunku oskarżonego.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej