http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Włodzimierz Olewnik: Oby to nie był mój syn

Milena Orłowska, Płock
2010-01-26, ostatnia aktualizacja 2010-01-26 20:19

Ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika
Ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika
Fot. Dominik Dziecinny / Agencja

A jeśli na płockim cmentarzu nie został pochowany Krzysztof? -- Włodzimierz Olewnik: - Daj Boże, wtedy nigdy nie przestanę szukać swego dziecka. -- Sędzia Dariusz Wysocki: - Nie oznacza to wcale, że trzeba będzie wznawiać proces w sprawie porwania i zabójstwa. -- Karnista prof. Marian Filar: - Jak to? Wtedy bylibyśmy w punkcie wyjścia. Wszystkie te przyznania się oskarżonych do winy byłyby funta kłaków warte.

Ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika
fot. Piotr Augustyniak / Agencja
Ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika
Ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika
Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika
Ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika
Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika
Krzysztof Olewnik
Krzysztof Olewnik

Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Ekshumacja zwłok z grobu porwanego i zamordowanego kilka lat temu Krzysztofa Olewnika zaczęła się po czwartej w nocy z poniedziałku na wtorek i trwała cztery godziny. I ona, i planowane w najbliższym czasie badania mają dać odpowiedź na pytanie, kto został pochowany na zabytkowej nekropolii - czy Krzysztof (do niedawna nikt nie miał co do tego wątpliwości), czy może ktoś inny.

Po czwartej pod cmentarz podjechały furgonetki z kilkunastoma policjantami, prokuratorzy z Gdańska, wóz Państwowej Inspekcji Sanitarnej, dostawczy samochód zakładu kamieniarskiego, w końcu dźwig oraz dwa furgony na gdańskich numerach rejestracyjnych. Niepozorne, oba z napisem "Zieleń" na drzwiach, okna miały zasłonięte firankami (to właśnie jeden z nich wyjechał później z cmentarza z trumną wydobytą z grobu Krzysztofa Olewnika).



Przez te wszystkie godziny, od 4.30 do 8.20 bramy strzegło dwóch policjantów, reszta w kilkumetrowych odstępach ustawiła się wokół cmentarnego muru. Póki nie wzeszło słońce, miejsce ekshumacji silnie oświetlały policyjne lampy. Mimo wczesnej pory kilka osób ze zniczami w torbach chciało odwiedzić groby bliskich. Musiały zaczekać.

Wszystko odbywało się spokojnie, udało się zachować szacunek dla miejsca i samego wydarzenia. Policja rozstawiła wokół grobu parawan, miejsca ekshumacji przed wzrokiem ciekawskich chroniły także ustawione w pobliżu samochody. Ok. 7.30 dźwig na pasach uniósł trumnę. Czworo ludzi w zielonych fartuchach, czepkach na głowie i maskach na twarzy zaplombowało ją, potem owinęło czarną folią. Ekipa śledcza pilnie wszystko fotografowała, na cmentarzu non stop pracowała także kamera.

Godzinę później czarna furgonetka wywiozła trumnę. Policjanci wrócili do komendy, inspektorzy sanitarni także odjechali. Jako jeden z ostatnich z cmentarza wyszedł prokurator Jarosław Paluch z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, koordynujący śledztwo w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Nie chciał jednak relacjonować przebiegu prac, odmówił także jakiegokolwiek komentarza.

- To ze względu na okoliczności. Na miejsce, w którym się znajdujemy - tłumaczył.

Wynik musi być pewny

Później informacji udzielał Krzysztof Trynka, rzecznik gdańskiej prokuratury. - Przewozimy zwłoki do Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Gdańsku - mówił "Gazecie". Nie chciał nawet w przybliżeniu określić, kiedy można spodziewać się wyników. Podkreślał, że biegli będą mieli do czynienia z trudnym materiałem badawczym. - Zwłoki są w stanie znacznego rozkładu i pobranie materiału będzie czynnością niezwykle złożoną - wyjaśniał.

Uściślał, że identyfikacja oparta będzie nie tylko na wynikach badań DNA, ale także badań sekcyjnych.

- Potrwają tak długo, aż będziemy mieli pewność, że wynik jest pewien - uzupełniał prokurator.

Jaka jest pewność, że tym razem będzie to wynik niepodważalny? Że nie pojawią się zastrzeżenia podobne do tych dotyczących badań DNA przeprowadzonych zaraz po odnalezieniu zwłok w lesie pod Różanem?

- Na to pytanie trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Procedury teraz przeprowadzone z pewnością będą jednak pozbawione błędów, jakie zostały stwierdzone przy poprzednim badaniu - odpowiadał Trynka. - Dlatego właśnie zleciliśmy to zadanie Akademii Medycznej w Gdańsku, placówce z wielkim doświadczeniem.

Co stanie się w momencie ogłoszenia wyników? Włodzimierz Olewnik nie ukrywa - ma nadzieję, że w grobie na płockim cmentarzu nie leżał jego syn. Że Krzysztof jednak odnajdzie się cały i zdrowy. - Choćby był na to jeden procent szansy, będę się go trzymał - zaznacza. - I nigdy nie przestanę szukać swojego dziecka.

Co z procesem

A co z procesem w sprawie zabójstwa i ze skazanymi? Dariusz Wysocki, przewodniczący wydziału II karnego w płockim Sądzie Okręgowym, apeluje o rozsądek.

- Nawet jeśli badania DNA nie potwierdzą, że w grobie spoczywał Krzysztof Olewnik, nie oznacza to, że proces w sprawie jego porwania i zabójstwa będzie automatycznie wznowiony - uważa. - Będzie to oznaczało ni mniej, ni więcej, niż to, że pomylono ciała. Przecież nie byłby to dowód, który bezpośrednio mógłby świadczyć o niewinności skazanych. Takim dowodem byłoby ustalenie, że Krzysztof Olewnik żyje. Bądź, że nie stracił życia w okolicznościach, jakie ustalono w trakcie procesu.

Gdyby wyniki badań DNA wykazały, że w lesie pod Różanem nie znaleziono ciała Krzysztofa Olewnika - w ocenie Wysockiego mogłoby to stanowić po pierwsze podstawę do dalszego poszukiwania owych zwłok. Po drugie - tylko pośrednią i względną przyczynę do wznowienia procesu.

- Podkreślam, że przedmiotem rozważań sądu było uprowadzenie i zabójstwo, a nie kwestia, gdzie pochowane są zwłoki - dodaje Wysocki. - Ustalenia dotyczące zabójstwa nie zostały poddane w wątpliwość. Co więcej - wyrok płockiego sądu w tej sprawie nie został podważony ani w drodze apelacji, ani w drodze kasacji [8 stycznia Sąd Najwyższy oddalił kasację Artura Rechula, skazanego na 12 lat więzienia za udział w porwaniu jako "oczywiście bezzasadną" - red].

Innego zdania jest karnista prof. Marian Filar. - Gdyby okazało się, że w grobie nie leżał Krzysztof Olewnik, bylibyśmy w punkcie wyjścia - twierdzi. - Owszem, w polskim prawie nie obowiązuje zasada: "Nie ma ciała, nie ma zabójstwa", nasz sąd może ustalić fakt zabójstwa np. jedynie w oparciu o zeznania świadków czy wyjaśnienia oskarżonych. I tak właśnie było w przypadku procesu w sprawie zabójstwa Olewnika. Trzeba tylko wziąć pod uwagę, że w tym momencie części z tych oskarżonych nie ma już na świecie. A dowody podlegają swobodnej ocenie. I moim zdaniem, jeśli okaże się, że w grobie nie leżał Krzysztof Olewnik, wszystkie te przyznania się do winy oskarżonych będą funta kłaków warte.

Trudno mi rozmawiać

Kilka dni temu w rozmowie z "Gazetą" Włodzimierz Olewnik przypuszczał, że w ekshumacji będzie uczestniczył ktoś z najbliższej rodziny. Sam nie był w stanie - wyjaśniał, że są chwile, kiedy ciężko mu panować nad emocjami. Okazało się, że faktycznie, w ekshumacji brał udział zięć Włodzimierza Olewnika. - I obaj moi zięciowie pojechali dziś do Gdańska - zaraz po ekshumacji powiedział nam ojciec Krzysztofa. Dłużej mówić nie chciał: - Dziś, w takim dniu, trudno mi rozmawiać z kimkolwiek.

Kościuk - najsłabsze ogniwo. Czy mógł wprowadzić śledczych w błąd?

Przypomnijmy: jak twierdzi Włodzimierz Olewnik, "pomysł ekshumacji w sumie wyszedł od śledczych, ale wygodniej było, żeby to rodzina złożyła wniosek". W ostatnich miesiącach wątpliwości śledczych wzbudziła ekspertyza biegłego, według której jeden z łańcuchów DNA z próbki pobranej w 2006 roku, nie pasuje do właściwego DNA Krzysztofa Olewnika.

Raport: Sprawa Olewnika



Krzysztof Olewnik- syn podpłockiego biznesmena - został porwany w 2001 r. ze swojego domu w Świerczynku pod Drobinem. Zamordowano go dwa lata później, niedługo po tym, jak rodzina przekazała porywaczom okup.

Miejsce ukrycia zwłok na działce pod Różanem (pow. makowski, woj. mazowieckie), dopiero po pięciu latach od samego porwania, wskazał Sławomir Kościuk. To jeden z morderców Olewnika.

Wstrząsająca spowiedź Kościuka: Wiele zła wyrządziłem rodzinie Olewników



Był najsłabszym ogniwem bandy, która uprowadziła Krzysztofa. Popełnił pierwszy błąd w trakcie telefonowania do rodziny Olewników z żądaniem okupu, błąd, który policjantom pozwolił wpaść na trop porywaczy. Nie wiedział, że karty telefoniczne do automatów mają kody. Z jednej karty zatelefonował do rodziny, do kolegów i do... dyżurnego jednej z komend policji, by przełożyć jakieś przesłuchanie.

W ten sposób policja poznała pierwsze nazwisko porywacza.

Po aresztowaniu Kościuk próbował udawać chorego psychicznie, ale gdy ekspertyzy lekarskie pokazały, że jest zdrowy, poszedł na współpracę i zaczął mówić. Wyraźnie liczył, że nie zostanie skazany na dożywocie, zresztą prokurator w jego przypadku domagał się 25 lat więzienia.

Czy mógłby więc celowo wprowadzić śledczych w błąd?

Ostatecznie sąd orzekł jednak dożywocie i nigdy niekarany Kościuk w 2008 r. powiesił się w areszcie .

Prokurator: decyzja o ekshumacji zwłok nie oznacza jednoznacznego kwestionowania ich tożsamości

Szef gdańskiej prokuratury Zbigniew Niemczyk (nadzoruje postępowanie dotyczące nieprawidłowości w śledztwie dotyczącym porwania) uspokajał nastroje. Przekonywał, że decyzja śledczych o ekshumacji zwłok nie oznacza jednoznacznego kwestionowania ich tożsamości. Prokurator dodawał, że jest to konieczna czynność z uwagi na nieprawidłowości w procedurze identyfikacji zwłok.

„Gazeta” pisała: „Podczas wizji lokalnej - wskazując miejsce ukrycia ciała w październiku 2006 r. - Kościuk się zawahał. Pokazał inne miejsce. Nie zostało przekopane, bo pokazał drugie. Dziwne. (...) Jeszcze dziwniejsze jest to, że nagrania z ekshumacji Krzysztofa pod Różanem nie są kompletne, mają luki. Co więcej: uczestnicy wizji różnie opisują ciało Krzysztofa. Rodzinie ciała nie pokazano. Dziś z dokumentów można wyczytać, że odkopano mężczyznę niższego niż Krzysztof! Czy to tylko błąd? (...) Zniknęły kości, z których pobrano DNA do identyfikacji - potwierdza to jeden z posłów. Nie ma protokołu przekazania materiału genetycznego do badań (...). Nie zbadano ziemi z grobu w lesie, co pomogłoby ustalić datę śmierci. Nie identyfikowano ciała prostszymi metodami, np. analizując uzębienie (ponoć zniknęła gdzieś dokumentacja stomatologiczna). Nie pobrano włosów z odkopanego ciała. Badanie DNA trwało 20 godzin, a według standardowej procedury potrzeba na to ponad doby. Nie było badania kontrolnego DNA. A teraz - wykrył to nazywany » detektywem genetyki «prof. Ryszard Pawłowski - okazuje się, że są różnice w profilu DNA Krzysztofa i tym pobranym z ciała w lesie”.

Ojciec Krzysztofa: Dla nas jeden procent to jest dużo

- Są zastrzeżenia co do łańcuszka liczb z DNA Krzysztofa. Takie znaki zapytania. I trzeba to wyjaśnić. Dla nas ważny jest choć jeden procent nadziei - mówił niedawno "Gazecie" Włodzimierz Olewnik.

Plock.Gazeta.pl: Przeczytaj całą rozmowę z Włodzimierzem Olewnikiem



W chwili pogrzebu nie było w was podejrzeń, wątpliwości, że w trumnie jest ktoś inny?

- Nie. Wtedy wierzyliśmy. Ale później przyszły chwile zwątpienia. Pół roku po pogrzebie, były takie sytuacje, zbiegi okoliczności. Mieliśmy np. problemy z nagrobkiem. W ogóle się go nie dało zrobić. Przecież to zazwyczaj trwa miesiąc, dwa, u nas ciągnęło się z pół roku, a to się granit zatopił, a to przyszedł granit, ale ze skazami. Jakby ten nagrobek nie pasował. Jeśli okaże się, że w grobie nie leży mój syn... Uwierzę we wszystko. W znaki, w opatrzność, w jasnowidzów. Tylko niech to wszystko już się wyjaśni.

Ojciec zapowiadał, że nie będzie go przy ekshumacji: - Na pewno nie. Są pewne momenty, kiedy człowiek po prostu nie panuje nad swoimi emocjami. Boję się tego. Trenuję opanowanie, nawet muszę specjalnie uczyć się, jak zachowywać się w takich ekstremalnych sytuacjach. Ale pewnie oddelegujemy kogoś, kto był blisko Krzysia. I kto będzie mógł to zobaczyć. To nie jest jeszcze dokładnie ustalone. W "Dzienniku Gazecie Prawnej" jacyś anonimowi prokuratorzy mówili podobno, że jest pięć procent szans, że Krzysztof żyje. A dla nas jeden procent to jest dużo. Bo wciąż daje nam nadzieję. Wszyscy chcemy, żeby nasz syn znalazł się, cały i zdrowy. Myślicie, że to nierozsądne? Że nie mieści się w głowie? Przecież przy okazji tej sprawy wydarzyło się tyle rzeczy nieprawdopodobnych, rzeczy, które nigdy nie powinny się zdarzyć i które nie mieszczą się w głowie. O wielu już wiecie, wiele z tych spraw jeszcze nie ujrzało światła dziennego. Tyle lat śledztwa, przez tyle lat nikt mi nie wierzył. Dlaczego teraz nie mogę trzymać się choćby tego procenta?

A jeśli to Krzysztof? Czy to będzie moment, w którym pogodzicie się z jego śmiercią?

- Sam siebie pytam, co wtedy zrobię. Ale zawsze potem przychodzi mi do głowy: a może... a może jednak? Górę i tak weźmie nadzieja. Przecież to moje dziecko. Nie mogę przestać go szukać. Ciężko mi zrozumieć tych ludzi, którzy mówią - ma 16, 18 lat - to już nie dziecko. Dla mnie moje dziecko zawsze będzie moim dzieckiem. Wartym najwyższych poświęceń. Oglądałem kiedyś program w telewizji, grupa starszych osób wspominała dawne lata, płynęli gdzieś łodzią. To była długa, ciężka przeprawa, trudno było o żywność. Jeden z panów wspomniał, że w tej podróży zmarł mu brat, sześciomiesięczne niemowlę. I że jego matka wyrzuciła to dziecko do wody. Tak po prostu. Powiedział to z takim stoickim spokojem, pozostali też przyjęli to gładko. Do tej pory nie mogę tego zapomnieć.



Źródło: Gazeta Wyborcza Płock
  • 81 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    39 głosów

Fedorowicz: Jestem dziadek ciacho

''Długo dojrzewałem do bycia odpowiedzialnym, dla moich wnuczek jestem rycerzem, całej rodzinie zapewniam poczucie bezpieczeństwa''

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W piątek z ''Gazetą'':

  • Gazeta Telewizyjna
  • Rynek wtórny - poradnik