
- Totalnie się je rozgrzesza [reformy Balcerowicza]. (...) W stanie wojennym były represje przeciwko stronie społecznej, ruchowi społecznemu i nie widzi się ciągłości z reformami Balcerowicza, które były z tej samej logiki. To znaczy, też były przeciwko duchowi "Solidarności" i przeciwko ruchowi społecznemu - mówił Maciej Gdula (rocznik 1977) w audycji "Poranek" w Radiu TOK FM.
Naszym zdaniem to stwierdzenie bulwersujące. Kiedy prosiliśmy o komentarze do tej wypowiedzi (wykonaliśmy kilkanaście telefonów), okazało się, że im rozmówca był młodszy, tym bliżej było mu do opinii Gduli. Starsi rozmówcy, dobrze pamiętający 1981 r., nie mieli wątpliwości, że plan Balcerowicza uratował Polskę przed totalną zapaścią gospodarczą.
Reformy miały demokratyczną legitymizację, stan wojenny był obroną dyktatury Grzegorz Rudynek: Czy uprawnione jest porównywanie stanu wojennego do reform Balcerowicza? Jacek Żakowski, publicysta "Polityki": - Logika stanu wojennego i reform Balcerowicza wywodzi się z tej samej oświeceniowej pychy. Neoliberałów i komunistów łączyło przekonanie, że elita rozumem dotrze do obiektywnej prawdy i może ją narzucić innym. W tym sensie widzę bliskość tych zdarzeń. Ale ich treść była zupełnie inna. Reformy z 1989 r. miały legitymizację władz wybranych demokratycznie. Wprowadzenie stanu wojennego to była obrona upadającej dyktatury.
Reformy Balcerowicza z założenia były konstruktywne. Stan wojenny - niekoniecznie. - Generał Jaruzelski pewnie też wierzył, że przyczynia się do budowania lepszej przyszłości. Takie myślenie jest typowe dla elit, wychodzących z założenia, że górują nad społeczeństwem i mogą robić różne rzeczy. Jest takie popularne hasło "trudne reformy". Oznacza ono reformy, które nie mają poparcia społecznego, i władza, zamiast przekonywać do nich ludzi, wprowadza je po cichu.
Wszystkie tego typu działania można oceniać tylko po skutkach? - Władza, podejmując te działania, ponosi ryzyko. Różnica między gen. Jaruzelskim a Balcerowiczem polegała na tym, że reformy miały autoryzację demokratyczną.
Jedyny cel reform to naprawa gospodarki Grzegorz Rudynek: Słyszał pan wypowiedź Macieja Gduli? Waldemar Kuczyński, w 1989 r. doradca premiera Tadeusza Mazowieckiego: - Tak. Pan Gdula jest młodym publicystą o lewicowym obliczu. Nawet chyba bardziej lewicowym niż ludzie z SLD. To nie jest oczywiście zarzut, ale to, co powiedział, jest niedopuszczalną pararelą.
Dlaczego? - Reformy Balcerowicza nie były wymierzone w jakikolwiek ruch społeczny, nie były działaniami przeciwko czemukolwiek. Miały naprawić gospodarkę, żeby cały mechanizm pracował wydajniej i wytwarzał więcej dóbr. A stan wojenny był policyjno-militarną akcją, której jedynym celem było spacyfikowanie ruchu społecznego.
Gdula zapewne mógłby dużo mówić o społecznych kosztach reform Balcerowicza. Jak się coś naprawia, koszty są nieuniknione. Ale z całą pewnością nie chodziło o to, żeby zabijać ruch społeczny. Zresztą "Solidarność" skończyła się w 1981 r. Osiem lat później były już tylko jej pozostałości i ludzie, którzy kiedyś w niej działali.
Nikt nie zapytał milionów, czy chcą terapii szokowej Grzegorz Rudynek: Dlaczego Maciej Gdula zestawił reformy Balcerowicza ze stanem wojennym? Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny "Krytyki Politycznej": - Maćkowi chodziło zapewne o to, że społeczeństwo dało sobie narzucić terapię szokową, bo wcześniej stan wojenny przetrącił mu kręgosłup. To teza, która wydaje mi się dość oczywista i podzielana przez większość socjologów. Maciek słuszne podkreślił także analogię między stanem wojennym, który był siłowym narzuceniem ludziom nowego porządku, i oczywiście zupełnie pokojowymi reformami Balcerowicza, które jednak również narzucono bez jakichkolwiek konsultacji społecznych.
Reformy miały naprawiać gospodarkę, coś budować. Stan wojenny - nie. - Ale nie w tym przecież jest analogia. Tu się mówi o tym, dlaczego ludzie tak łatwo zaakceptowali reformy, w wyniku których duża ich część znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Zresztą to jest teza, z powodu której jestem dość ostrym krytykiem stanu wojennego. Chyba chce pan znaleźć sensację, której nie ma.
Chyba jednak jest. Bo jak można zestawiać te dwa wydarzenia? - A jak by ktoś powiedział, że Niemcy w dwudziestoleciu międzywojennym miały Hitlera, a Polska Piłsudskiego, to gazeta "Metro" zadzwoniłaby do mnie i zapytała, co ja myślę o tym, że ktoś porównuje Hitlera do Piłsudskiego? Nie wiem, co w wypowiedzi Maćka Gduli jest dziwnego, jeśli bierność społeczną tłumaczy stanem wojennym.
Jego teza brzmi, że reforma polegała na działaniu przeciwko ruchowi społecznemu i stronie społecznej. Czyli że reformy z założenia były ukierunkowane antyspołecznie. - Opinia socjologa Macieja Gduli jest taka, a nie inna. Można też zapytać o to ludzi z PGR-ów i miliony innych, których nikt nie pytał o to, czy chcą terapii szokowej, tak jak nikt ich nie pytał, czy chcą stanu wojennego.
>>
Czy można zestawić stan wojenny i reformy Balcerowicza? Co zyskałeś, a co straciłeś na reformach? Piszcie:
metro@agora.pl 