Końcowe porozumienie podpisano w czwartek wieczorem. Umowa zakłada, że powstanie spółka joint venture, w której obaj europejscy giganci telekomunikacyjni będą mieli po 50 proc. udziałów. Do formalnego powstania spółki brakuje już tylko zgody rad nadzorczych DT i FT oraz urzędów antymonopolowych.
Negocjacje w sprawie połączenia rozpoczęły się 8 września. Według informacji przekazanych przez niemieckiego operatora ich marki komórkowe - T-Mobile i
Orange - będą przez najbliższe 18 miesięcy zachowane. Dopiero po tym okresie ma zostać podjęta decyzja o ewentualnym ujednoliceniu wizerunku nowego operatora, w którego sieci znalazłoby się 28,4 mln klientów, czyli 37 proc. brytyjskiego rynku komórkowego. Fuzja sprawi, że pierwsze miejsce na podium straci należąca do hiszpańskiej Telefoniki sieć O2 (ma 27 proc. rynku), a Vodafone (25 proc. rynku) spadnie na trzecią pozycję.
Połączenie to przede wszystkim efekt szukania oszczędności - m.in. dzięki redukcji liczby masztów z nadajnikami obie spółki mają zaoszczędzić 455 mln funtów w ciągu pięciu lat.
Operatorzy już we wrześniu przekonywali, że brytyjski pomysł łączenia firm nie przeniesie się na polski rynek.
- Nie ma takich planów. Rynek brytyjski jest zupełnie inny niż polski - mówił "Gazecie" Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP.
W takim samym tonie wypowiadała się Anna Bischof z Deutsche Telekom: - Plan połączenia jest podyktowany specyficzną sytuacją brytyjskiego rynku telekomunikacyjnego.
U nas spółka należąca w większości do T-Mobile - PTC (operator sieci Era) - ma jedną trzecią rynku, w Wielkiej Brytanii udział w rynku wynosi 15 proc.