- W optymistycznym scenariuszu za pięć lat taki internet będzie miało 28,5 proc. Polaków. Jest jednak jeszcze wariant pesymistyczny, w którym internet w Polsce w 2014 r. będzie miało zaledwie 17,8 proc. z nas - uważa Przemysław Stangierski z A.T. Kearney.
To oznaczałoby, że dostęp do szerokopasmowej sieci mieć będzie około połowy gospodarstw domowych, a to niewielki wzrost - jak wynika z danych OECD, na koniec ub.r. dostęp do takiej sieci miało w Polsce 10,5 proc. obywateli, czyli ok. 30 proc. gospodarstw domowych. Dane nie biorą co prawda pod uwagę dostępu mobilnego, ale nie zmienia to faktu, że z internetem nie jest w Polsce dobrze.
Zdaniem specjalistów z A.T. Kearney na duży wzrost dostępu do internetu szansę daje m.in. zawarte w ubiegłym tygodniu porozumienie między Urzędem Komunikacji Elektronicznej a Telekomunikacją Polską. Dzięki temu dokumentowi TP musi w ciągu trzech lat zainwestować w 1,2 mln szybkich łączy. Do tego dochodzi jeszcze tzw. megaustawa internetowa przygotowana przez UKE i resort infrastruktury, którą wkrótce zajmie się Sejm. Ułatwi ona inwestycje samorządowe i zlikwiduje bariery dla inwestorów prywatnych, np. nakaże przy każdej nowej drodze kłaść kanalizację dla kabli internetowych. To także dzięki niej każdy nowy budynek wielorodzinny będzie wyposażony w światłowód.
W ciągu najbliższych pięciu lat operatorzy zaczną najprawdopodobniej inwestować w radiowy dostęp najnowszej generacji LTE, przedsiębiorcy powinni również wykorzystać środki unijne na rozwój internetu.
Zdaniem Ryszarda Hordyńskiego z A.T. Kearney, pod którego kierownictwem powstał raport, rząd nie powinien dopuścić do realizacji pesymistycznego scenariusza.
- Administracja rządowa powinna zlecić któremuś z podległych organów koordynację wszystkich pomysłów na inwestycje i samych inwestycji. Inaczej możemy nie wykorzystać szansy, jaką są megaustawa internetowa, porozumienie UKE z TP oraz ogromna kwota funduszy unijnych przeznaczonych na rozwój sieci internetowych, a po drugie, może dojść do dublowania się inwestycji na tym samym terenie, co sprawi, że np. Polska Wschodnia nadal nie będzie miała dostępu do szerokopasmowego internetu, a w innym miejscu kraju podaż internetu przewyższy popyt - twierdzi Hordyński.