http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie będzie strajku związkowców w Enei

Konrad Niklewicz, Sylwia Sałwacka, Poznań
2009-09-18, ostatnia aktualizacja 2009-09-18 20:04

Po rozmowach z ministrem skarbu związkowcy z Enei zrezygnowali ze strajku. Ale to nie koniec kłopotów wokół prywatyzacji - prokuratura i ABW wszczęły śledztwo w sprawie podejrzeń o szpiegostwo przemysłowe

Wyborcza.biz
Wyborcza.biz


Sprzedaż koncernu energetycznego Enea jest "być albo nie być" dla Ministerstwa Skarbu. Jeżeli nie znajdzie chętnego na pakiet ponad 67 proc. akcji koncernu - wartych ok. 7 mld zł - to plan prywatyzacji na 2009 r. legnie w gruzach. Nie zgromadzi obiecanych i bardzo potrzebnych budżetowi 12 mld zł. Wtedy premier Donald Tusk mógłby ostatecznie stracić wyrozumiałość dla ministra skarbu Aleksandra Grada - nadszarpniętą po nieudanej sprzedaży stoczni w Szczecinie i Gdyni.

Enea jest jedną czterech największych grup energetycznych w Polsce. Sprzedaje energię w północno-zachodniej Polsce, ma 15 proc. udziałów w rynku i prawie 2,5 mln klientów.

Obecnie interesuje się nią tylko jeden inwestor - niemiecki koncern RWE. Niemcy sprawdzają stan finansów Enei, do 15 października mają złożyć wiążącą ofertę kupna.

Prywatyzacji Enei sprzeciwiają się związki zawodowe. W środę przeprowadziły w koncernie referendum, większość głosujących opowiedziała się za strajkiem.

- Dotychczasowe doświadczenia z prywatyzacji spółek dystrybucyjnych pokazują, że co trzeci pracownik tracił pracę - mówi Piotr Adamski, szef "Solidarności" w Enei.

Związkowcy boją się nie tylko zwolnień, ale też pogorszenia warunków socjalnych. Enea słynie z gwarancji zatrudnienia i hojności. Przykładowo, Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Grupy Kapitałowej organizuje właśnie lotniczą wycieczkę do Barcelony. Pracownicy płacą za nią po... 400 zł. A takie wycieczki w Enei to standard.

Związkowcy narzekają na brak informacji o przygotowaniach do prywatyzacji. Twierdzą, że rząd chce ich firmę sprzedać po zaniżonej cenie, i boją się, że ich akcje pracownicze będą nic niewarte.

W piątek resort skarbu rzucił się do gaszenia pożaru. Na spotkaniu w zespole ds. energii Komisji Trójstronnej w warszawskim centrum Dialog pojawił się minister Grad oraz wiceminister skarbu Jan Bury. Zapewnili związkowców (nie tylko z Enei), że niepotrzebnie boją się o wartość i możliwość sprzedaży swoich akcji pracowniczych, które otrzymali gdy koncerny energetyczne przekształcono w spółki akcyjne.

- Zabezpieczymy interesy pracowników. W umowie prywatyzacyjnej będzie zapis gwarantujący, że inwestor odkupi ich akcje po cenie takiej samej, po jakiej sprzedawał je skarb państwa - mówi "Gazecie" wiceminister Bury. Zapewnia, że umowy społeczne (w tym gwarancje zatrudnienia) zawarte w firmie będą respektowane także po prywatyzacji.

Grad przekonywał związkowców, że samo referendum strajkowe było nieważne, bo - jak wyliczał - wzięło w nim udział tylko 5069 osób, czyli niespełna 49 proc. całej załogi. W dodatku w ogóle nie uczestniczyli w nim pracownicy elektrowni Kozienice.

Perswazja zadziałała? - Związki zawodowe zorientowały się, że nie mają podstaw do strajku - zapewnia "Gazetę" Bury. Jego zdaniem spór zbiorowy związków z zarządem Enei może się zakończyć już w przyszłym tygodniu po kolejnej rundzie negocjacji. - Rzeczywiście, na razie zawieszamy planowany na wtorek strajk, ale tylko z powodu tragedii na Śląsku - mówi Adamski.

Nawet jeśli ten problem ministerstwo rozwiązało, to stworzyło nowy.

Resort skarbu liczył, że cenę Enei uda się podbić, jeśli do licytacji włączy się konkurent RWE, np. szwedzki Vattenfall. Dziś ma 18 proc., które kupił w ubiegłym roku, ratując debiut giełdowy spółki.

Kłopot w tym, że taka kontroferta jest coraz mniej prawdopodobna. W ostatnich dniach stosunki między skarbem państwa a Vattenfallem pogorszyły się, bo resort doprowadził do odwołania z rady nadzorczej Enei przedstawiciela Szwedów - ku wielkiemu zdziwieniu tych ostatnich. Dlaczego ministerstwo zdecydowało się dać Vattenfallowi prztyczka w nos, choć teoretycznie powinno dbać o jego przychylność? I dlaczego odbiera Vattenfallowi prawo do nadzorowania spółki, której jest znaczącym akcjonariuszem? - Bo uznaliśmy, że na ostatnim etapie prywatyzacji tak będzie lepiej, bardziej przejrzyście - ucina Bury.

Jakby mało było tych problemów, w piątek Prokuratura Okręgowa w Poznaniu poinformowała, że wraz z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia wycieku tajnych danych z koncernu. Doniesienie złożyła rada nadzorcza Enei. Chodzi o działania tajemniczej firmy TFS, która w czerwcu podpisała kontrakt na usługi w zakresie bezpieczeństwa informatycznego w Enei. W rzeczywistości - co dziś przyznają przedstawiciele rady nadzorczej Enei - działania tej spółki mogły doprowadzić do niezgodnego z prawem przejęcia informacji niejawnych.

Teraz zweryfikują to śledczy.

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy