Zgłoszona przez rząd w sierpniu ub.r. ustawa likwiduje część rządowych agencji, funduszy i gospodarstwa pomocnicze (np. takie jak stawy, piekarnie czy pralnie). W 2007 r. działało ich ponad 3,1 tys., a wydatki samych zakładów budżetowych wyniosły w 2008 r. łącznie 8,8 mld zł przy 8,85 mld zł przychodów. Na budżetowym garnuszku zostaną za to zakłady zajmujące się gospodarką mieszkaniową, usługami komunalnymi czy cmentarze.
Ustawa wprowadza też wymóg tworzenia tzw. wieloletniego planu finansowego państwa (na cztery lata) - na jego podstawie będą tworzone budżety na poszczególne lata. Jeśli rząd będzie chciał przyjąć w danym roku wyższy poziom deficytu budżetowego, niż ustalony w planie, będzie musiał to szczegółowo uzasadnić.
Prezydent ustawę podpisał mimo wątpliwości dotyczących utrzymania tzw. progów ostrożnościowych - dziś, gdy dług publiczny przekroczy 50 proc., 55 proc. czy 60 proc. PKB, rząd musi podejmować działania zapobiegające wzrostowi zadłużenia - m.in. zamrażać płace w budżetówce, a także renty i emerytury. W skrajnym przypadku rząd musi przygotować budżet bez deficytu. - Przedziwne jest zaostrzanie progów ostrożnościowych, szczególnie wobec obecnej kryzysowej sytuacji na świecie - krytykował w tym tygodniu doradca ekonomiczny prezydenta Ryszard Bugaj.