W ostatnich miesiącach nasze wynagrodzenia rosły coraz wolniej. Jeszcze rok temu płace w przedsiębiorstwach rosły średnio o niemal 12 proc. w skali roku. W czerwcu tego roku już zaledwie o 2 proc. Lipiec okazał się lepszy - wtedy przeciętne wynagrodzenie było o 3,9 proc. wyższe niż rok wcześniej. Ale analitycy studzili nastroje, tłumacząc, że to tylko chwilowy wyskok. Mieli rację, bo sierpień przyniósł dane o płacach nawet nieco gorsze od oczekiwań.
- Sytuacja na rynku pracy pozostaje trudna. W ujęciu realnym wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw od kilku miesięcy jest zbliżony do zera - napisał w komentarzu Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH. To oznacza, że ceny towarów i usług rosną na tyle szybko, że niwelują całkowicie wzrost płac. A proces ten będzie się pogłębiał.
- W kolejnych miesiącach spodziewamy się dalszego stopniowego spadku dynamiki wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw do 1,9 proc. w grudniu - uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.
Wzrost wynagrodzeń podawany przez GUS to dane uśrednione. Nie oznaczają, że wszystkim Polakom płace nadal rosną. W wielu firmach kryzys spowodował wręcz redukcje wynagrodzeń. Przedsiębiorstwa musiały też ograniczać zatrudnienie. Według GUS liczba pracujących w przedsiębiorstwach w sierpniu sięgnęła 5,27 mln osób. To o około 3 tys. mniej niż w lipcu i aż o 120 tys. mniej niż rok temu.
Pocieszeniem jest to, że ekonomiści przewidywali, że ten spadek może być nawet głębszy. - Zatrudnienie spadło mniej, niż rynek oczekiwał. Trudno powiedzieć dlaczego, wciąż jest lato, więc możemy nadal mieć do czynienia z sezonowością - powiedział Reutersowi Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska.
Sytuacja na rynku pracy ma kolosalne znaczenie dla polskiej gospodarki. - Rozwój sytuacji na rynku pracy pozostaje kluczowy dla kształtowania się konsumpcji - uważa Antoniak. Jego zdaniem kolejne miesiące realnego spadku płac mogą ją znacznie ograniczyć. Z drugiej strony brak presji płacowej może ograniczyć inflację.