Unijny sąd pierwszej instancji zajął się sprawą urlopów i zwolnień chorobowych na wniosek sędziów z Hiszpanii, którzy stanęli przed nietypową dla nich sprawą. Wpłynęła do nich bowiem skarga od pracownika jednej z madryckich spółek miejskich. Francisco Pereda na kilka dni przed zaplanowanym (i wpisanym do grafika) urlopem uległ wypadkowi. Leczenie zajęło tyle czasu, że z urlopu pozostały mu... dwa dni. Pereda zażądał więc od pracodawcy, by wyznaczył mu kolejny urlop - takiej samej długości. Pracodawca odmówił bez podania przyczyny. Rozeźlony Hiszpan odwołał się do sądu.
I chyba dobrze zrobił. Unijni sędziowie - opierając się na nowej dyrektywie o czasie pracy - orzekli, iż żadne przepisy krajowe nie mogą utrudniać pracownikowi odebrania dodatkowych dni urlopu (płatnego!) za ten czas wypoczynku, który odebrała choroba. Co więcej, jeśli urlopu nie da się odzyskać jeszcze w tym samym roku, to przechodzi na rok kolejny.
Wyrok unijnego sądu może wywołać wiele zamieszania w niektórych krajach unijnych. W Wielkiej Brytanii organizacje pracodawców alarmują, że orzeczenie SPI otworzy furtkę do gigantycznych nadużyć. Pracownicy będą bowiem mogli przedłużać sobie urlop, łapiąc już w jego trakcie zaziębienia, lekkie grypy itp. - przekonują brytyjscy pracodawcy. - To orzeczenie może być interpretowane w ten sposób, że chorym się jest zawsze na rachunek pracodawcy, nigdy na swój - komentowała Naomi Feinstein, prawnik z kancelarii Lovells, cytowana przez dziennik "Daily Telegraph". Już obecnie brytyjskie firmy tracą ok. 5,3 mld funtów rocznie na zwolnieniach chorobowych pracowników (zwłaszcza długich). Statystyczny Brytyjczyk zatrudniony w przedsiębiorstwie prywatnym bierze 6 dni zwolnienia chorobowego rocznie. A w sektorze publicznym - 10 dni.
A w Polsce? Problemu teoretycznie nie ma, bo już od dawna w polskim prawie pracy obowiązuje przepis, że za chorobę w czasie urlopu należą się dodatkowe dni wypoczynku. Przepisy przepisami, a praktyka często jest inna. - Wielu pracowników boi się skorzystać z tej możliwości w obawie o swoją pozycję w pracy - mówi "Gazecie" Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.