W poniedziałek Chiny oskarżyły USA, że złamały zasady Światowej Organizacji Handlu (WTO), wprowadzając protekcyjne cła na import chińskich opon. Od 26 września stawka amerykańskiego cła na chińskie opony wzrośnie z 4 do 39 proc., za rok spadnie do 34 proc., a za dwa lata do 29 proc.
Taką decyzję zatwierdził w ostatni piątek prezydent USA Barack Obama pod naciskiem amerykańskich związkowców. Ich zdaniem narastający lawinowo import opon z Państwa Środka pozbawił już pracy 5 tys. robotników w USA. W 2004 r. tylko 4,7 proc. opon sprzedawanych w USA pochodziło z Chin. W zeszłym roku było to już 16,7 proc.
Stany Zjednoczone twierdzą, że miały prawo wprowadzić te bariery celne. Bo zgadzając się na przystąpienie Chin do WTO, Waszyngton w umowie z Pekinem zastrzegł sobie prawo ograniczania chińskiego importu, aby amerykański przemysł mógł się dostosować do tej konkurencji. Zgodnie z regułami WTO, USA i Chiny mają teraz 60 dni na polubowne rozstrzygnięcie sporu. Potem Pekin będzie mógł skierować sprawę do arbitrażu WTO.
- Ta protekcjonistyczna decyzja podminuje stosunki gospodarcze i handlowe USA z Chinami i wychodzenie gospodarki światowej z kryzysu - ostrzegł rzecznik chińskiego MSZ Jiang Yu. W niedzielę Chiny zapowiedziały kontrolę antydumpingową importu części samochodowych i kurczaków z USA.
Do zaostrzenia stosunków handlowych Waszyngtonu z Pekinem doszło na tydzień przed wizytą premiera Chin Hu Jintao w USA na szczycie państw G20. Na tym forum USA apelują o walkę w czasie kryzysu z protekcjonizmem państwowym. A w listopadzie Obama ma pojechać z wizytą do Chin.