http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Upadek Lehman Brothers był wypadkiem przy pracy?

Agnieszka Mitraszewska
2009-09-14, ostatnia aktualizacja 2009-09-13 23:03

Właściwie do dziś nie wiadomo, dlaczego amerykański rząd pozwolił upaść bankowi Lehman Brothers. Przed 15 września 2008 roku trwający już od 12 miesięcy kryzys przyniósł powszechne przekonanie, że banki w tarapatach mogą liczyć na rządową pomoc.

Wyborcza.biz
Wyborcza.biz
W końcu siedem miesięcy wcześniej brytyjski minister skarbu Alistair Darling znacjonalizował Northern Rock. Amerykański sekretarz skarbu Hank Paulson zorganizował przejęcie Bear Stearns. Pomoc otrzymały też Fannie Mae i Freddie Mac.

Od 15 września ubiegłego roku zaufanie zostało podkopane. Od tej chwili każdy bank, od brytyjskiego HBOS po amerykański Goldman Sachs, mógł być kolejną ofiarą kryzysu. Cały październik rynkami finansowymi wstrząsały fale paniki. Kursy akcji banków leciały na dno, a akcja kredytowa zamarła. Rządy musiały zapomnieć o wolnorynkowych pryncypiach i wyruszyć gospodarce na odsiecz.

Zdaniem wielu finansistów Amerykanie popełnili błąd, pozwalając na upadek Lehman Brothers. Tak uważa między innymi Hector Sants, szef brytyjskiej instytucji kontrolującej rynek papierów wartościowych Financial Services Authority (FSA).

Z dziennikarskiego dochodzenia gazety "The Guardian" wynika, że bezpośrednią przyczyną upadku Lehman Brothers mogły być kłopoty z komunikacją na najwyższym szczeblu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią. W Londynie zarówno przedstawiciele ministerstwa finansów, Bank of England, jak i FSA byli przekonani, że amerykański rząd wkroczy do akcji, oferując pogrążonemu w tarapatach bankowi swoje gwarancje. Taki w każdym razie stawiali warunek dla przejęcia Lehman Brothers lub jego części przez Barclays Bank.

Z kolei Waszyngton w osobie sekretarza skarbu Hanka Paulsona obarcza odpowiedzialnością ministra finansów Alistaira Darlinga. Miał on zbyt późno poinformować stronę amerykańską o stanowisku Brytyjczyków.

W pamiętną wrześniową niedzielę, gdy zostały już tylko godziny do otwarcia giełdy i na ratowanie Lehmana czasu było bardzo mało, obaj panowie odbyli pełną napięcia transatlantycką rozmowę telefoniczną. Paulson twierdzi, że brytyjski minister powiedział, że nie chce sprowadzać do Wielkiej Brytanii amerykańskiego "raka", czemu sam Darling stanowczo zaprzecza. Chodziło mu jedynie o to, żeby amerykańscy podatnicy pomogli Barclays Bank w ratowaniu upadłego giganta. Żądał także od Paulsona więcej szczegółowych informacji o sytuacji Lehmana.

W odpowiedzi na to Paulson odmówił gwarancji rządowych i wyraził żal, że nie wiedział wcześniej o stanowisku strony brytyjskiej.

Wspomnienia Brytyjczyków są zupełnie inne. Twierdzą, że swoje warunki przedstawiali Amerykanom wiele razy i ci "cały czas" wiedzieli, że bez rządowych gwarancji nie będzie akcji ratunkowej.

Sir John Gieve, wówczas zastępca szefa Bank of England, odpowiedzialny za stabilność finansową, uważa, że Amerykanie po prostu nie chcieli, by Barclays przyszedł z odsieczą. - To był katastrofalny w skutkach błąd - powiedział "Guardianowi".

Następnego dnia rano, gdy Lehman ogłosił upadłość, rozpoczęło się tsunami wyprzedaży na światowych giełdach. Brytyjski oddział upadłego giganta, zatrudniający na londyńskim Canary Wharf 5,5 tys. ludzi, odkrył, że jego konta zostały wyczyszczone z pieniędzy przez macierzystą firmę w Nowym Jorku. Tego samego dnia właściciela zmienił Merrill Lynch - przejął go wraz z toksycznym inwentarzem Bank of America; na skraju bankructwa znalazł się brytyjski HBOS - później przejęty przez Lloyds Bank. A na początku października brytyjski rząd musiał przeprowadzić częściową nacjonalizację Royal Bank of Scotland i Lloydsa.

Rozpoczęła się era wielomiliardowych rządowych programów stymulacyjnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':