http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec widełek dla górniczych pensji?

Tomasz Głogowski, Katowice
2009-09-11, ostatnia aktualizacja 2009-09-11 20:32

Czeka nas mała rewolucja, bo spółki węglowe będą mogły wreszcie same decydować, ile górnicy mają zarabiać. Ale czy ten nadmiar szczęścia wytrzymają związkowcy i nie zaczną stawiać nierealnych żądań?

Okazało się, że na Śląsku zwolenników prywatyzacji kopalń jest więcej (40 proc.) niż w innych regionach kraju (33 proc.)!
Fot. Bartłomiej Barczyk / AG
Okazało się, że na Śląsku zwolenników prywatyzacji kopalń jest więcej (40...
Kopalnie - tak jak inne przedsiębiorstwa korzystające z pomocy publicznej - obowiązuje tzw. wskaźnik wzrostu wynagrodzeń. Co rok ustala go rząd wraz z Komisją Trójstronną, w skład której wchodzą pracodawcy i związkowcy. Płace w kopalniach nie mogą być wyższe niż ustalony wskaźnik, bo w przeciwnym razie firma musiałaby zwrócić wiele milionów złotych budżetowej pomocy.

Ów wskaźnik od lat budzi kontrowersje. Okazuje się, że zaciemnia prawdziwy obraz górnictwa. Jeżeli spółki węglowe radzą sobie dobrze i przynoszą zyski - a tak było na przykład w 2007 r. - to górnicy prawie zawsze czują się skrzywdzeni. Ich podwyżki nie mogą być większe niż kilka procent narzuconych przez rząd. Efekt jest taki, że jesienią dochodzi do starć zarządów ze związkowcami. Szefowie kopalń bezradnie rozkładają ręce i mówią: "Nie możemy dać więcej, niż przewiduje wskaźnik". Związkowcy ani myślą słuchać. "No to będziemy strajkować"- straszą.

Żeby załagodzić sytuację, za każdym razem rząd robić wyjątek i dorzuca górnikom kilka procent. Tak było w 2007 roku, gdy zgodzono się, by w Kompanii Węglowej płace górników wzrosły dodatkowo o 1,4 proc. ponad zagwarantowany wskaźnik ustalony na 3,4 proc. Firma wydała na podwyżki 53 mln zł, a średnio każdy górnik dostał od 120 do 230 zł więcej.

Ale narzucanie wysokości pensji nie sprawdza się też w czasach kryzysu, czyli gdy (przynajmniej teoretycznie) trzeba zacisnąć pasa. Okazuje się, że spółki węglowe mogą przynosić wielomilionowe straty, a pensje górników i tak muszą wzrosnąć, zamiast na przykład stać przez jakiś czas w miejscu. Przykładem są ostatnie dwa lata, gdy kopalnie balansują na granicy opłacalności, a górnicy i tak dostali podwyżki, bo obowiązuje przecież... wskaźnik wzrostu wynagrodzeń.

Być może, problem niedługo jednak zniknie. Zarówno związkowcy, jak i pracodawcy zrzeszeni w Komisji Trójstronnej chcą, by w 2010 roku wskaźnik został zlikwidowany. Projekt ma ogromne szanse, bo popiera go też rząd. To byłaby prawdziwa rewolucja w górnictwie. Spółki węglowe po raz pierwszy mogłyby same ustalać wynagrodzenia! Kształtowałby je rynek, a nie sztuczne zapisy.

- Wskaźnik krępuje obydwie strony, bo powoduje, że pensje górników nie są powiązane z sytuacją ekonomiczną kopalń. Jeżeli te radzą sobie świetnie, to górnicy i tak na tym nie korzystają - przekonuje Dominik Kolorz, szef górniczej "Solidarności", i dodaje, że w czasach kryzysu likwidacja wskaźnika byłaby na korzyść pracodawców. Nie musieliby "odgórnie" dawać podwyżek.

Niestety, projekt ma jedną, ale za to poważną słabość. Nie ma żadnych gwarancji, że związkowcy zachowają umiar i nie zaczną windować roszczeń. Skoro nie ma widełek, dlaczego górnicze podwyżki nie miałyby wynosić 50, a nawet 100 proc.?

- Nikt odpowiedzialny nie pozwoli sobie na doprowadzenie firmy do katastrofy - zapewnia Kolorz.

Ze wskaźnika nie korzysta Jastrzębska Spółka Węglowa. Jako jedyna ze śląskich spółek węglowych nie korzysta z pomocy państwa, więc może dowolnie kształtować pensje. Efekt jest taki, że inni górnicy zazdroszczą tym z Jastrzębia, bo wynagrodzenia w JSW od lat są większe niż w Kompanii Węglowej czy Katowickim Holdingu Węglowym. Przez lata była jedyną spółką, która przynosiła zyski przekraczające setki milionów złotych. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w pierwszym półroczu zeszłego roku wyniosło w JSW 6 tys. 185 zł, podczas gdy w holdingu 5 tys. 397 zł, a w Kompanii 5 tys. 066. Daleko w tyle jest Bytomska Spółka Restrukturyzacji Kopalń, której pracownicy zarabiali średnio 4 tys. 22 zł.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos