- Jest bardzo dobra wiadomość dla Gdyni, dla stoczniowców, dla Polski. Inwestor wyraził wolę i gotowość do dalszej produkcji statków - ogłaszał na początku czerwca, przed wyborami do europarlamentu, minister Grad.
Wczoraj, po nieudanej transakcji z katarskim inwestorem, o sytuacji w polskich stoczniach debatowano w Sejmie. Ministrowi Gradowi nic już nie zostało z czerwcowego optymizmu. - Praktycznie nie jest możliwe znalezienie inwestora dla stoczni Gdynia i Szczecin, który będzie chciał tam budować statki - mówił minister skarbu.
Grad tłumaczył, że jego gabinet trudno winić za wycofanie się inwestora, a za zły stan stoczni odpowiadają poprzednicy z SLD i PiS.
Minister zapowiedział także, że dzięki uzyskaniu zgody Komisji Europejskiej po raz drugi ogłoszone będą przetargi na majątki stoczni w Gdyni i Szczecinie. - Chcemy tak zakończyć ten proces, by możliwe było do końca listopada podpisanie umów przedwstępnych - mówił Grad. Opozycja nie zostawiła na nim suchej nitki. - Nic nie zrobiliście w sprawie stoczni, a informacja ministra Grada to tylko odwracanie uwagi od tego, że za waszych rządów stocznie przestały produkować i są w przededniu likwidacji - odpowiadał ministrowi Dawid Jackiewicz (PiS).
Jeszcze bardziej słowa Grada - o tym, że nie ma nadziei na znalezienie inwestora - zdenerwowały jednak związkowców. - Wracam z Bremerhaven w Niemczech, gdzie odbywała się demonstracja stoczniowców z europejskich stoczni. Miejsce nie było przypadkowe: tam odbywało się również spotkanie przedstawicieli rządów UE, w których działają stocznie. Wszyscy zastanawiali się, jak uratować stocznie, bo to ważny i innowacyjny sektor - opowiada Dariusz Adamski, szef sekcji przemysłu okrętowego "Solidarności". - I kiedy słucham, jak Europa planuje wielką pomoc stoczniom, odbieram wiadomość z Polski, że Grad ogłosił koniec naszych firm. Kiedy ktoś chce sprzedać dom i zaczyna opowiadać: dach cieknie, rury zardzewiałe, a fundamenty przegnite, to wiadomo, że tego domu nie sprzeda. A Minister Grad to właśnie robi. Oceniam to jako sabotaż. Co na to premier?
Ze słowami Grada nie zgadzają się też eksperci. - Kłopot ze sprzedażą stoczni wynika z tego, że branża jest dotknięta kryzysem. Ale to przecież nie znaczy, że kiedy sytuacja się poprawi, w Gdyni czy Szczecinie nie będą budowane statki - mówi Arkadiusz Aszyk, dyrektor restrukturyzacji Stoczni Gdańsk, wcześniej członek zarządu Stoczni Gdynia. - Zapotrzebowanie na pewnego typu statki jest nawet podczas kryzysu. Stocznia Gdańsk wciąż buduje specjalistyczne jednostki. Nie można też wszystkiego tłumaczyć tańszą konkurencją z Azji. W Norwegii koszt pracy jest sześciokrotnie wyższy, a mimo to statki są nadal budowane.
Zgodnie z zapowiedzią premiera Donalda Tuska po porażce ze sprzedażą stoczni minister Aleksander Grad miał stracić stanowisko, ale we wrześniu Tusk zmienił zdanie. Grad zachował posadę.