Jak radzi sobie polska piłka nożna? Coraz lepiej. Przychody klubów rosną. W 2008 r. 17 klubów ekstraklasy (ŁKS nie ujawnił danych) osiągnęło łączny przychód w wysokości 303 mln zł. Daleko nam pod tym względem nie tylko do najmocniejszych lig europejskich, ale nawet do średniaków. Dynamika wzrostu przychodów jest jednak imponująca, w porównaniu z 2007 r. były o 30 proc. wyższe. - Coraz więcej klubów przynosi przy tym zyski. W zeszłym roku spośród 17 przebadanych klubów na plusie było sześć - opowiadał w Krynicy Krzysztof Sachs, partner w firmie doradczej Ernst&Young, współautor prezentowanego w "Gazecie" na początku września
raportu o biznesowych aspektach polskiej piłki klubowej.
- Jest coraz więcej takich klubów, które potraktowane jak zwykłe przedsiębiorstwo, dostałyby nawet kredyt w banku - śmiał się ekspert.
Tłumaczył, że do piłki przychodzi coraz więcej poważnych inwestorów choćby Allianz czy Polsat, że kluby dostają coraz więcej pieniędzy za transmisje telewizyjne ich spotkań (Canal+ zapłacił za nie dwa razy więcej niż przy poprzedniej umowie), że pierwszy polski klub piłkarski (
Ruch Chorzów) jest notowany na giełdzie, wreszcie że coraz więcej klubów staje się elementami grup kapitałowych notowanych na giełdzie.
- Czy można zostać milionerem inwestując w piłkę nożną - zastanawiali się uczestnicy panelu poświęconemu biznesowi piłkarskiemu. - Tak jeśli wcześniej było się miliarderem - usłyszeli w odpowiedzi zdanie, które kiedyś wypowiedział prezes Manchesteru City.
- Nawet jeśli inwestycja w klub nie przyniesie konkretnych zysków to dla inwestora, który prowadzi także inną działalność biznesową klub może być dźwignią reklamy, która przełoży się na realne zyski - tłumaczył Krzysztof Sachs.
Dodał, że nakłady na sport, mimo kryzysu, nigdy wcześniej nie były tak wysokie. - Orliki, stadiony, to wszystko będzie służyło społeczeństwu przez długie lata. Nakręci modę na piłkę, zapełni stadiony. Z korzyścią dla klubów - mówił ekspert Ernst&Young. - Organizacja piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r. dodatkowo zwiększy zainteresowanie futbolem - przewiduje.
Czytaj także:
Borowski: Piłka nożna pomoże polskiej gospodarce.
- Skutki przegranej naszej reprezentacji piłkarskiej ze Słowenią będą bolesne dla całej naszej piłki nożnej - mówił tymczasem z żalem w głosie minister sportu, Mirosław Drzewiecki. Tłumaczył, że przez kolejnych ponad 1000 dni nasza reprezentacja nie zagra żadnego ważnego meczu o punkty. Jako organizator
Euro 2012 nie będziemy grać w eliminacjach.
- Nikt z nami nie będzie chciał grać. Tymczasem poziom i atrakcyjność imprezy takiej jak Euro, także pod względem biznesowym, jest większy, gdy reprezentacja organizatora dochodzi wysoko w rozgrywkach - mówił minister.
Optymizmu nie traci jednak prezes Ekstraklasy SA Andrzej Rusko. - Polska piłka klubowa będzie się mimo wszystko rozwijać. - Trzeba tylko w klubach stosować taki model zarządzania jak w normalnych firmach. Inwestycje w piłkę trzeba traktować jak normalny biznes, który ma przynosić zyski - przekonywał.