Czterech generałów, cztery strony wojny: Anders. Gra ze Stalinem | Sikorski. Wojna domowa na emigracji | Berling. Nie będę bolszewikiem | Bór-Komorowski. Skok w przepaść



Zdzisław Peszkowski, przyszły ksiądz i kapelan Rodzin Katyńskich, podchorąży w armii Andersa, zapamiętał rozmowę z ppłk. Zygmuntem Berlingiem. - Kiedyś, kiedy będą załatwiali moją sprawę historycznie, pamiętaj, że nie byłem świnią - mówił mu przyszły dowódca kościuszkowców w obozie jenieckim w Griazowcu.

Ponownie spotkali się wiosną 1942. Berling jako dowódca bazy w Krasnowodzku żegnał ewakuujących się do Iranu żołnierzy Andersa. Zapowiedział, że on zostaje. - Polska na lata będzie związana z Rosją, więc dla dobra Polski ta współpraca będzie konieczna - tłumaczył.

"Dziwne to było, czułem, że jest on częścią jakiegoś polskiego etosu rozdarcia" - pisał po latach o Berlingu ks. Peszkowski.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej