Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Iwona to nie jest prawdziwe imię. Prosi o anonimowość, boi się reakcji lekarzy. Przekroczyła trzydziestkę, drobna jak nastolatka, wyniszczona, o żółtej skórze. - Na kłębuszkowe zapalenie nerek zachorowałam jako dziewczynka. Od 11 lat jestem na dializach, bo moje nerki nie pracują - opowiada.
Iwona ma żal do lekarzy. Kiedy zaczynała dializy, nie powiedzieli jej, że mogłaby mieć przeszczepione nerki. - Przecież po przeszczepie można odzyskać siły, normalnie pracować. Dopiero po kilku latach zaczęłam się wypytywać. Zrobili mi badania i wyszło, że już nie nadaję się do transplantacji. Mam zniszczoną wątrobę i serce - mówi.
Uciążliwa dializa ratuje Iwonie życie, ale byłaby zdrowsza, gdyby miała przeszczep. Między Polską a Europą Zachodnią jest w tej dziedzinie przepaść. - W Polsce do przeszczepu kwalifikowanych jest zaledwie 6-8 proc. dializowanych pacjentów. A w Hiszpanii czy krajach skandynawskich 30-48 proc. - mówi dr Helena Zakliczyńska, była koordynatorka przeszczepów z Zabrza.
Kwalifikacja do przeszczepu to dla lekarza żmudna praca, często niezapłacona. Ale chodzi też o pieniądze dla samej stacji dializującej. - Za chorego na dializach stacja będzie dostawała pieniądze do końca jego życia. Pacjent po przeszczepie jest dla stacji stracony, bo będzie przychodził tylko do przychodni - opowiada nefrolog, który prosi o nieujawnianie nazwiska.
Za jeden zabieg NFZ płaci stacji dializującej ok. 400 zł. Pacjent musi być dializowany trzy razy w tygodniu, co daje ponad 62 tys. zł rocznie. A przeszczep kosztuje 46-49 tys. zł. Według danych NFZ dializowanych jest obecnie w Polsce niespełna 20 tys. osób. Liczba przeszczepów się waha - w latach 2003-05 wynosiła ponad tysiąc na rok, potem spadała. W zeszłym roku - 810.
- Pacjenci boją się przeszczepu, nie chcą ponosić ryzyka. Powinniśmy ich przekonywać, że warto, ale są lekarze, którzy nie przekonują, a nawet w ogóle nie wspominają o możliwości przeszczepu. Milczą, choć w kontrakcie z NFZ jest zapisane, by co roku robić badania, czy pacjent nadaje się do przeszczepu - opowiada nefrolog.
Dane o przeszczepach zbiera Poltransplant. W Pomorskiem i Zachodniopomorskiem przypada 30 przeszczepów na milion mieszkańców, na Mazowszu - 25, a na Śląsku - tylko 14.
Prof. Andrzej Więcek kieruje kliniką nefrologii w Katowicach, która - jako jedna z siedmiu ośrodków - kwalifikuje chorych do transplantacji. Mówi, że wśród ponad 30 stacji dializ na Śląsku są takie, które w ciągu roku nie zgłaszają ani jednego chorego na badania kwalifikujące do przeszczepu.
Dr Dorotę Lewandowską z Instytutu Transplantologii w Warszawie szlag trafia, gdy słyszy od chorych, co mówią im lekarze w stacjach dializ. Na przykład, że trzeba mieć za sobą co najmniej rok dializ, żeby się dostać na przeszczep. To nieprawda. - Najlepiej, jeśli chory dostanie nową nerkę, zanim rozpocznie dializy. Na przeszczep nie czeka się długo, średnio jakieś siedem-osiem miesięcy. A lata spędzone na dializach są dla niego zmarnowane - mówi dr Lewandowska.