Od dziś inwestowanie w fundusze stanie się nieco bezpieczniejsze. Przynajmniej dla klientów pośredników i doradców finansowych. W Polsce wchodzi w życie tzw. unijna dyrektywa MiFID zobowiązująca na doradców do sprawdzenia, czy dana inwestycja jest dla klienta odpowiednia. Doradca będzie musiał wypełnić z tobą ankietę, zapytać o dochody, oszczędności, dotychczasowe inwestycje i plany na przyszłość. Pod wnioskami doradca musi się podpisać. I jeśli później poleci ci fundusz niezgodny ze wskazaniami ankiety, będziesz mógł żądać odszkodowania.
Być może gdyby takie ankiety obowiązywały dwa lata temu, to wiele osób nie straciłoby oszczędności całego życia, inwestując, często za namową doradców, w najbardziej agresywne fundusze tuż przed załamaniem giełdy.
Ale same ankiety problemu nie rozwiążą. Po pierwsze dlatego, że na razie nie obowiązują pracowników banków. "Bankowa" część nowego prawa utknęła bowiem w Trybunale Konstytucyjnym. Po drugie, ankiety będziemy wypełniać tylko przy zakupie zwykłego funduszu inwestycyjnego. Jeśli będzie to fundusz "opakowany" w polisę na życie, pośrednik po staremu będzie mógł wciskać ci kit do woli.
Oto dziesięć rzeczy, których kiepski sprzedawca ci nie powie, oferując fundusz inwestycyjny.
1. "Sprzedaż lokat to dla mnie żaden interes" Mówisz, że chciałbyś ulokować pieniądze, najlepiej bez ryzyka. Myślisz, że doradca wyjmie tabelkę najwyżej oprocentowanych lokat bankowych? Błąd. Na nich nie zarobi. Większość doradców żyje ze sprzedaży funduszy, polis inwestycyjnych, tzw. produktów strukturyzowanych. Dziewięciu na dziesięciu pośredników będzie cię odwodziło od depozytu w banku. Nie daj się zmanipulować i zażądaj dobrze oprocentowanej lokaty.
2. "Twoje ryzyko to mój zysk" Większość bankowców, pośredników i doradców finansowych dostanie tym wyższą prowizję, na im większe ryzyko wystawi twoje pieniądze. Sprzedając fundusz inwestujący w akcje, pośrednik może zarobić 5 proc. wpłacanej przez klienta kwoty. A przy funduszach całkiem bezpiecznych - tylko 1 proc. Rachunek dla sprzedawcy jest prosty, tym bardziej że nie ryzykuje swoimi pieniędzmi.
3. "Najchętniej wcisnąłbym ci fundusze mojego banku" Duża część firm pośrednictwa finansowego należy do banków. Często najbardziej opłaca im się sprzedawać te produkty, które pochodzą z własnej "rodziny". Dlatego zawsze proś, żeby sprzedawca pokazał ci rankingi funduszy z różnych okresów (np. z ostatniego roku, dwóch i trzech lat) i dopiero na tej podstawie wybieraj najlepszy dla siebie fundusz.
4. "Jak cię przywiążę, to więcej zarobię" Najlepszy klient to ten, który zobowiąże się do wpłacania określonych kwot przez kilka lub najlepiej kilkanaście lat. Od takiego klienta sprzedawca może dostać prowizję równą nawet jego półrocznym wpłatom! Nic dziwnego, że każdy pośrednik będzie ci proponował przeróżne plany systematycznego oszczędzania. Warto systematycznie odkładać pieniądze, ale czy trzeba od razu podpisywać cyrograf na kilkanaście lat, bez względu na warunki i obostrzenia, jakie się z tym wiążą?
5. "Uwielbiam fundusze ubrane w polisy" Marzeniem każdego pośrednika finansowego jest złapać klienta na fundusze opakowane w polisy. Mają zalety: gromadzą pod jednym dachem fundusze z różnych rodzin i pozwalają bez ograniczeń przesuwać pieniądze między nimi. Ceną za to udogodnienie są wysokie prowizje i konieczność zablokowania pieniędzy na długie lata. To dlatego firmy ubezpieczeniowe płacą pośrednikom wielokrotnie wyższe prowizje niż od zwykłych funduszy.
6. "Podwójne prowizje zjedzą twój zysk" Jakie opłaty wiążą się z polisami inwestycyjnymi? Doradca będzie wyliczał: opłata administracyjna, prowizja przy wpłacie pieniędzy, opłata za zarządzanie, prowizja przy wychodzeniu z inwestycji... O jednym zapomni na pewno: o podwójnej opłacie za zarządzanie. Kupując "goły" fundusz, płacisz mu do 4 proc. rocznie za zarządzanie pieniędzmi. Kupując polisę inwestycyjną, płacisz oprócz tego również drugą opłatę za zarządzanie - firmie ubezpieczeniowej.
7. "Nawet nie wiesz, jakie kary ci grożą" Decydując się na polisę inwestycyjną, zobowiązujesz się do długoterminowych wpłat, a jeśli się rozmyślisz, grożą ci surowe kary - o czym pośrednicy często zapominają informować. Np. jeśli w Axa wpłaciłeś 100 zł w pierwszym miesiącu, a w drugim postanowiłeś rozwiązać umowę, to nie dość, że nie odzyskasz wpłaconej stówki, to zażądają jeszcze od ciebie 2300 zł kary (wysokość dwuletnich składek).
8. "Moje wykresy mają ładnie wyglądać" Sprzedawca pokazuje ci pięknie rosnące wykresy funduszy azjatyckich albo inwestujących w złoto? Poproś go o wykresy z długiego okresu, np. za kilkanaście ostatnich lat. Bo wykresy na spotkanie z tobą na pewno zostały tak spreparowane, by więcej było na nich widać wzrostów niż spadków.
9. "10 proc. rocznie? Marzenie ściętej głowy" - Wystarczy, że będzie pan odkładał tylko po 200 zł rocznie, a za kilkanaście lat będzie pan prawie milionerem. Proszę zobaczyć! - powie niejeden sprzedawca, pokazując radośnie laptopa z wypisanymi przyszłymi zyskami. Założenia do takiej symulacji są spreparowane: najczęściej pośrednicy zakładają, że z agresywnych funduszy da się zarobić np. 10 proc. rocznie - przecież do tej pory na warszawskiej giełdzie akcje rosły jeszcze szybciej! Tymczasem na rozwiniętych giełdach średnie roczne zyski nie przekraczają 7 proc.
10. "Mam stu klientów, nie mogę wszystkimi się zajmować" Większość doradców pozuje na prawdziwych opiekunów klienta. Obiecują, że będą systematycznie doglądać inwestycji. Że zaraz zadzwonią, jak tylko zauważą, że sytuacja na giełdzie się zmienia i trzeba zmienić jeden fundusz na drugi. A jak jest w praktyce? Przeważnie to tylko czcze obietnice. Większość doradców gros zarobku osiąga z pozyskiwania nowych klientów, więc nie mają już czasu, by opiekować się "starymi". Zresztą przeciętny doradca ma pod opieką kilkudziesięciu klientów, a rekordziści nawet prawie stu. Jeśli nie trafisz na wyjątkowo dobrze zorganizowanego doradcę, to raczej nie licz, że będzie cię zawiadamiał o każdej zmianie trendu na giełdzie. Musisz pilnować tego sam.
Więcej
w blogu Macieja Samcika