Sylwia Śmigiel: Jak sobie pan radzi z kryzysem?
Marian Nickel: Wdrożyliśmy program oszczędnościowy, aby mieć pełną kontrolę nad tym, co się dzieje na każdym etapie budowy. Będziemy sprawdzać, ile nam zajmuje praca, jak jest przestrzegany harmonogram, ile co kosztuje.
A co z pracownikami?
- Obniżyliśmy każdemu pensję średnio o 6,5 proc. Przyjęli to bez problemu.
Niemożliwe.
- Wiedzą, że to jest rozwiązanie chwilowe. Już to przerabialiśmy w2001 roku. Pracownicy zarabiali wtedy mniej przez cztery miesiące.
Osiem lat temu miał pan podobne problemy jak teraz?
-Wtedy wpadłem w potworną pułapkę zatorów płatniczych. Klienci nie płacili, banki szykowały się do zabrania nam wszystkiego, groziła mi upadłość. Teraz ubezpieczamy kredyty, starannie wybieramy klientów. Choć to nie oznacza, że tym razem zatory płatnicze mnie nie dotkną. W biznesie szczęście decyduje w 30 proc. o sukcesie - na szczęście ja je mam.
Myśli pan, że obniżka pensji wystarczy, aby uniknąć zwolnień?
- W ubiegłym roku miałem zysk 7 proc. Na ten rok założyłem sobie, że jeśli będzie on na poziomie 1,5 proc., to będzie dobrze. Ale nawet jeśli nie będziemy mieć żadnego zysku, to nikogo nie zwolnię. Ostatnio nawet zatrudniłem 9 osób.
W czasach kryzysu?
- Potrzebuję więcej pracowników, bo mam pracochłonne inwestycje. Poza tym szukamy nowych zleceń. Przygotowujemy się w Nickel Development do budowy obiektów handlowych. Chcemy, aby ta spółka robiła coś poza budownictwem mieszkaniowym. Teraz sprzedajemy to, co wybudowaliśmy, nowych inwestycji jest mało. To wszystko "zasługa" nie tylko banków, ale również mediów.
Czyli oczywiście jak zwykle wszystkiemu są winni dziennikarze?
- Według mnie trochę ten kryzys sobie wmówiliśmy. Co chwilę słyszymy, że jest bardzo źle. A jak Kowalscy wciąż są bombardowani takimi informacjami, to nic dziwnego, że odkładają zakupy na później.
Mniej pan sprzedaje?
- Właśnie, że nie. Ale musieliśmy obniżyć ceny, tak jak pozostałe firmy. Mieszkania są średnio tańsze ponad 10 proc. Czasami nawet 15 proc.
Kto teraz kupuje mieszkania?
- Przede wszystkim ludzie młodzi. Są bardzo cierpliwi, długo negocjują. Kupują zazwyczaj małe, dwupokojowe mieszkania. Osoby zamożne zakupy zrobiły przed kryzysem. Część z nich jednak lokuje gotówkę w nieruchomościach pod wynajem.
Jest pan naukowcem. Dlaczego zrezygnował pan z kariery naukowej i zajął się biznesem?
- Mam dwie pasje: budownictwo i motoryzację. Jestem strasznie aktywnym człowiekiem, a na uczelni się dusiłem.
Źródło: Gazeta Wyborcza