Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Renata Grochal: Sejm ograniczył w piątek dotacje dla partii politycznych, a nie zawiesił ich na dwa lata - jak chciała PO. Postawił pan na swoim?

Waldemar Pawlak, wicepremier, szef PSL: Można było tę sprawę załatwić w 15 minut i nie tracilibyśmy czasu na takie emocje, gdyby przewodniczący klubów PO, PSL i SLD usiedli i od razu ustalili, że obcinamy pieniądze dla partii.

PO chciała zawiesić finansowanie partii z budżetu na dwa lata, żeby pokazać, że w kryzysie partie zaczynają oszczędzać od siebie.

- Platforma przedstawiała klarownie swój pomysł, choć od początku było wiadomo, że w tak skrajnej postaci będzie nie do zaakceptowania dla innych klubów i skończy się na obcięciu subwencji. Gdybyśmy od razu przyjęli takie rozwiązanie, rząd i Sejm mogłyby w tym samym czasie zrobić dużo więcej, niż takie popisowe oszczędności.

W ramach oszczędzania od siebie w piątek podpisałem decyzje zamrażające wynagrodzenia zarządom w kompaniach węglowych zatrudniających po kilkanaście i kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Na pensjach zarządów tylko w jednej spółce zaoszczędzimy ok. 50 tys. zł. Jest to pewien wyczyn, ale w proporcji do funkcjonowania firmy bez znaczenia. Warto zachować proporcje.

Bazowanie tylko na wizerunkowym prowadzeniu polityki to zatracanie proporcji.

Powiedział pan premierowi Tuskowi, że robi wizerunkowe gesty?

- Premier wiedział, że nie zgadzamy się na zawieszenie finansowania partii. Możemy oczywiście w zrywie ogłosić na przykład, że rezygnujemy z wynagrodzeń, i ścigać się w tym tańcu absurdalnych rozwiązań. Ale ludzie nie oczekują od władz publicznych, że będą chodzić w dziurawych kapciach, tylko że będą podejmować trafne decyzje, dzięki czemu będzie żyło im się lepiej.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej