W "Rzeczpospolitej" z 22-23 listopada 2008 ukazał się "List otwarty w obronie wolności słowa", podpisany przez szereg osób, w tym także znanych w życiu publicznym, a zawierający powtórzenie oszczerstwa Andrzeja Zybertowicza pod adresem Adama Michnika. Ubolewamy, że są w Polsce osoby z tytułami naukowymi, publicyści telewizji i centralnych gazet, którzy nie rozumieją sprawy dla demokracji tak podstawowej, jak ta że wolność słowa ma granice, a wyznacza je m.in. prawo innych osób do godności i dobrego imienia; dlatego wygłaszanie kłamstw nie jest chronione żadnym prawem - ani stanowionym, ani moralnym.

Nie rozumieją też rzeczy dość oczywistej, że wypowiedziane zdanie, obojętne czy stanowi cytat, czy parafrazę, jeśli ma wartość logiczną (jest prawdziwe lub fałszywe) nie jest w sposób oczywisty opinią - ta ostatnia bowiem nie ma wartości logicznej. Zdanie - "Adam Michnik wielokrotnie argumentował: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację" - nie jest więc opinią - jest zdaniem w sensie logicznym. W dodatku zdaniem fałszywym. Świadome wypowiadanie zdania fałszywego jest kłamstwem.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej