Nazwiska laureatów miały być ogłoszone we wtorek o 11.45 naszego czasu. Ale o tej godzinie pojawił się tylko komunikat, że nastąpi 30 minut zwłoki. Nie podano żadnych powodów. Agencja AP pisała, że albo Komitet Noblowski jeszcze w ostatniej chwili się spiera o to, kogo wyróżnić, albo ma kłopoty ze skontaktowaniem się z którymś z laureatów (ci są bowiem zawiadamiani o nagrodzie chwilę przed oficjalnym komunikatem). Prawdą okazało się raczej to ostatnie, bo trzeba było dzwonić na drugą stronę kuli ziemskiej, gdzie panowała głęboka noc.

Jeszcze nie Wolszczan

Ostatnio można było zauważyć pewną regularność w typach Komitetu Noblowskiego. Przyznawał nagrodę z fizyki na zmianę - jeśli jednego roku docenił odkrycie fundamentalne, ważne dla ogólnej wiedzy o Wszechświecie, to w następnym wyróżniał dokonania, które przynosiły szybko praktyczne korzyści. Laureaci z zeszłego roku przyczynili się do zbudowania pojemniejszych pamięci i twardych dysków komputerowych. Zgodnie z tym niepisanym prawidłem teraz w noblowskim totku stawiano więc na odkrycia poszerzające horyzonty wiedzy, np. z dziedziny astrofizyki. Wymieniano naszego Aleksandra Wolszczana (odkrywcę pierwszych planet poza Układem Słonecznym) czy Verę Rubin, która znalazła dowód na to, że Wszechświat zbudowany jest w zdecydowanej większości z substancji, której nie znamy na Ziemi.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej