Rozmowa z Dariuszem Paczkowskim, autorem graffiti

Anna Stańczyk, Ewa Furtak: W czwartek w Warszawie namalujesz mural z wizerunkami medalistów olimpiady z przestrzelonymi głowami. Na murze w Żywcu namalowałeś graffiti przeciw łamaniu praw człowieka w Tybecie. Myślisz, że tym graffiti zmienisz świat?

Dariusz Paczkowski: Buddyzm, który jest religią Tybetu, mówi, że nawet maleńka rzecz zrobiona w intencji tego, by na świecie było lepiej, ma kolosalne znaczenie. Do flagi namalowanej w Żywcu dodałem adres strony www.ratujtybet.org Napis jest trochę rozmazany, jakby ociekał krwią, zwraca uwagę. Na tej stronie jest wiele informacji o aktualnej sytuacji w Tybecie. Mam nadzieję, że ludzie na nią zajrzą.

Przeciętnego Polaka naprawdę obchodzi, co się dzieje w Tybecie?

- Oczywiście, że tak. Dla wielu młodych ludzi Dalajlama jest autorytetem, bo żyje zgodnie z zasadami, które głosi. Z kolei starsi Polacy doskonale pamiętają stan wojenny. Nie jest im obojętne łamanie praw człowieka i nie ma dla nich znaczenia, czy chodzi o Tybet, czy o Białoruś.

I powinni wywiesić w oknach swoich domów tybetańską flagę?

- Dlaczego nie? Flaga Tybetu wisi np. w oknie kamienicy koło bielskiego dworca kolejowego. Widać ją z przystanku autobusowego, gdzie przewijają się tysiące ludzi. Ja też wywiesiłem flagę w swoim oknie, zauważyła ją studentka z Cieszyna, która zaczęła wypytywać o mnie ludzi, szukać ze mną kontaktu. Chce, żebym zorganizował warsztaty dla studentów.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej