Było tradycyjne uderzenie w giełdowy dzwon, był szampan i pompatyczna muzyka na sali notowań warszawskiej giełdy. I tylko czerwony kolor informujący o spadku ceny akcji na elektronicznej tablicy popsuł atmosferę giełdowego debiutu Azotów, pierwszej dużej spółki sprywatyzowanej przez rząd PO - PSL.

Na zamknięciu giełdy akcje Azotów Tarnów były na minusie aż 18 proc. w stosunku do ceny emisyjnej (19,5 zł). Spadek był więc dużo głębszy niż korekta głównego indeksu WIG (-0,55 proc.). Prawa do akcji Tarnowa (PDA) pikowały jeszcze bardziej, bo niemal o 18,5 proc.

Minister skarbu Aleksander Grad i prezes Azotów Jerzy Marciniak zapewniali jednak, że nie ma powodu do niepokoju. - Czas, kiedy wszystko sprzedawało się na pniu, już minął. Inwestorzy potraktowali tę spółkę jako inwestycję średnioterminową. W 2009 r. do spółki wejdzie inwestor strategiczny. I wówczas zobaczymy, jak będzie się kształtował kurs akcji - przekonywał szef resortu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej