Siedziałem przy komputerze, gdy nagle za oknem zobaczyłem coś, co wprawiło mnie w zdumienie. Otóż tuż przy jabłonce maszerowała sobie samica jeża, a za nią zasuwały z wielką prędkością cztery młode. Zbaraniałem, bo owszem, widuję w naszym ogrodzie jeże, ale zwykle po zmierzchu. Poza tym nie widziałem nigdy samicy z młodymi.

Z początku byłem przekonany, że ta dzienna wędrówka spowodowana została jakimś kataklizmem, który zniszczył jeżom kryjówkę. Może jakiś pies je nastraszył albo ktoś wypłoszył je kosiarką?
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej