Tadeusz Gierycz z bielskiej delegatury Polskiego Związku Niewidomych kładzie palce na tabliczce, która zawisła w zakładzie szewskim. Jest czarna z białymi, wypukłymi kropkami. - To w alfabecie brajla znaczy "szewc" - mówi.
- Będę tę tabliczkę pokazywał wszystkim klientom - zapowiada Marcin Ponikiewski, właściciel zakładu.
Podobne tabliczki zawisły wczoraj w różnych punktach Bielska-Białej, m.in. Galerii Bielskiej BWA, Teatrze Banialuka, wspomnianych Delicjach czy Pracowni Ceramicznej "Keramos". Wszystkie miejsca cieszą się wśród mieszkańców miasta dużą popularnością.
- Chcieliśmy pokazać, że pół tysiąca członków PZN mieszkających w naszym mieście to zwykli ludzie. Chodzą do pubów, bywają w galeriach i robią zakupy w sklepach - tłumaczy Dariusz Paczkowski z Fundacji Ekologicznej "Arka", pomysłodawca zawieszenia tablic. Jego zdaniem niewidomym ciężko poruszać się po mieście. Tablice mają ich zachęcić do większej aktywności. Ta nad szewcem jest symboliczna - człowiek aktywny dużo biega po mieście, zdziera buty i często przynosi je do naprawy.
Tadeusz Gierycz dodaje, że właśnie takie drobiazgi sprawiają, że ludziom niewidomym i niedowidzącym żyje się lepiej. - W niektórych miastach przy przejściach dla pieszych montowane są płyty o fakturze innej niż reszta chodnika. Dzięki nim osoba niewidoma wie, że stoi przed zebrą. Niby drobiazg, a jaki pożyteczny - twierdzi.
Działacze Polskiego Związku Niewidomych opowiadają, że miejsc, w których się o nich pamięta, jest w Polsce nadal bardzo mało. W niektórych hotelach, do których jeżdżą na turnusy rehabilitacyjne, zamontowano tabliczki z numerami pokojów w alfabecie brajla. - W Warszawie jest kawiarnia, w której panują całkowite ciemności, a menu jest brajlem. Niewidomi czują się tam swobodnie - mówi Gierycz. - Ale jedno takie miejsce w kraju to za mało.
Zazwyczaj niewidomi i niedowidzący muszą liczyć na pomoc innych. A z tym bywa różnie. Urszula Wiącek, niedowidząca bielszczanka, nosi normalne okulary i nie widać, że ma problemy ze wzrokiem. Ale stojąc na przystanku, nie jest w stanie zobaczyć numeru nadjeżdżającego autobusu. Musi prosić o pomoc. - Najczęściej, zamiast pomóc, ludzie pytają: "A co, nie widzi pani?" - opowiada.
Dariusz Paczkowski z Arki ma nadzieję, że dzięki tablicom niewidomym w Bielsku-Białej będzie łatwiej. Jego fundacja ma już kolejne pomysły, np. wytyczenie w jednym z parków specjalnie oznakowanej ścieżki.
Źródło: Gazeta Wyborcza