7 lipca ubiegłego roku za burtę jachtu na jeziorze Śniardwy wypadł 45-letni Mariusz C., jeden z najbogatszych kielczan, założyciel i współwłaściciel spółki MAC Edukacja (obecnie Grupa Edukacyjna SA). Było to wtedy jedno z największych wydawnictw edukacyjnych, szykowało się do wejścia na giełdę. Mariusz C. miał 49 proc. akcji, tyle samo jego brat Adam, ojciec Czesław - 2 proc.

Ciało Mariusza C. wyłowiono po ponad dwóch tygodniach, 22 lipca. Ale trzy dni wcześniej zarząd spółki - czyli brat i ojciec - wysłał do Mariusza C. zawiadomienie o zwołaniu nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy. Informacja przyszła na kielecki adres, choć C. mieszkał z żoną i sześcioletnim synem w Warszawie.

27 lipca Adam i Czesław C. poszli na pogrzeb zmarłego brata, syna i zarazem wspólnika. A już 2 sierpnia spotkali się na zwołanym przez siebie NWZA i zaczęli podejmować uchwały prowadzące do rozwodnienia kapitału akcyjnego i zwiększenia stanu posiadania własnych akcji. W sumie podjęli sześć uchwał, zawsze większością 51 proc.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej